środa, 21 listopada 2012

Rozdział I

Cieszcie się ludzie, mam dla was pierwszą notkę. Opublikowałabym ją wcześniej, ale moja współautorka się chyba trochę rozleniwiła... Wklejam zanim mnie zastrzeli...
 ***
Przed klasztorem Xiaolin walka między heylinami, a xiaolinczykami trwała w najlepsze. Początkowo wszyscy myśleli, że wygra klasztor Heylin. Jednak smoki zaczęły odzyskiwać nadzieję, gdy najlepszy z wojowników-Chase Young opóścił pole walki. Musiał iść na jedno z tych „głupich i zupełnie niepotrzebnych” zebrań Rady Heylinu.
Musieli je zwołać właśnie teraz!-myślał wściekły. Szedł spokojnie głównym korytażem Rady. Równie spokojnie wszedł do Sali Zebrań i zajął swoje miejsce. Spóźnił się minutę, czy dwie. Jednak na Sali znajdowało się zaledwie kilku, kilkunastu członków Rady. Czekał parę minut, aż drzwi się otworzą, a przez nie wleci reszta członków,  bądź człokiń Rady. Nadal nie rozumiał, czemu Heylin założył Radę, w której znajdowali się najgłupsi heylini.
-Wprowadzić Fate Kirkkland-powiedział donośnie główny czlonek Rady.
Do Sali weszła szesnastoletnia dziewczyna z długimi, rudymi włosami opadającymi na plecy. Miała długą grzywkę zasłaniającą jej oczy. Wyglądała na delikatną, ale musiała posiadać ogromną, potężną moc. Inaczej Rada by się nią nie interosowała.
-Wasza Wysokość-zwrócił się heylinczyk do Chase’a.-Ta dziewczyna ma potężna moc-powiedział.
Jacy wy przewidywalni-pomyślał Chase i uśmiechnął się delikatnie.
-Jaka w tym moja rola?-spytał patrząc na siedzacego obok niego heylina.
-Będziesz ją szkolił-rozkazał główny członek Rady.
Jakbym miał mało małolatów na głowie-pomyślał Young.
-To wszystko?-spytał już  na głos.
-Będzie z tobą mieszkać-oznajmił ten sam heylin.
Pięknie-pomyślał Chase.
-Zebranie zakońćzone-oznajmił inny heylin.
To jakiś żart? Kazali mi zaprzestać walki, bo jest jakieś bardzo ważne zebranie, a potem okazuje się, że przydzielili mi uczennicę i na tym koniec?!-Książę Ciemności z trudem hamował wściekłość. Nie wybuchnął jednak, a osoba, która obserwowałaby go od samego początku nawet nie zauważyłby, że się wściekł.
Chase wstał, podszedł do Fate i wskazał ręką drzwi.
-Panie przodem-powiedział.
Fate ruszyła bez słowa. Zatrzymała się za drzwiami, a Chase ruszył w stronę wyjścia. Na zewnątrz otworzył portal i przeszedł przez niego. Za nim poszła jego  nowa uczennica. Pojawili się przed wejściem do góry, w której znajdował się Pałac Ciemności. Dziewczyna omiotła spojrzeniem okolicę.
-Tu mieszkasz?-spytała z ironią. Po Księciu Ciemności i Królu Heylinu spodziewała się czegoś więcej. Chase uśmiechnął się kpiąco.
-Tak-odpowiedział spokojnie i ruszył w stronę skały. Nacisnął pewną jej część, a skała otworzyła się. Wszedł do środka. Fate z lekką niepewnością zrobiła to samo. Szli przez ciemne korytarze, co jakiś czas oświetlane przez  pochodnie. Chase szedł spokojnie, Fate rozglądała się wokoło. Nagle jej  oczom ukazał się piękny pałac. Przeważał w nim kolor morski. Było tu też wiele fontann. Fate podziwiała piękny pałac.
Może nie będzie aż tak źle-pomyślała.
-Oprowadzę cię-powiedział Chase przerywając jej rozmyślania. Kiwnęła głową na znak, że słyszała.
Pokazał jej salę tronową, salę do treningów, bibliotekę, kuchnię, jadalnię, oraz mnóstwo miejsc, do których nie powinna wchodzić. W końcu zatrzymali się przed mosiężnymi drzwiami.
-Dalej oprowadzi cię jeden z moich wojowników-powiedział Chase wskazując na tygrysa.-Wiesz, gdzie mnie szukać-powiedział i wszedł do swojej komnaty. W pokoju znajdowało się wielkie, wygodne łóżko.  Było w niej wiele odcieni morskiego, tak jak w całym pałacu. Nie musi przecież mieć jakiegoś odstraszającego pałacu z samymi ciemnymi kolorami. W takim pałacu trudno byłoby mu się skupić. Poszedł do łazienki. Odkręcił kurek od wanny, a gdy woda była już mniej-więcej w połowie, sięgnął po buteleczkę z zielonym płynem. Otworzył, a po łazience rozniósł się kojący zapach jaśminu. Dolał trochę płynu i wszedł do sanny, rozebrawzzy się wcześniek. Umył się i założył czystą zbroję, bo poprzednią pobrudzono mu podczas walki. Gdy wysuszył włosy, skierował swe kroki w kierunku sali medytacyjnej. Miał nadzieję, że nikt nie będzie dziś nic od niego chciał. Niestety przeliczył się z myślami. Już zaczynał się odprężać podczas medytacji, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Niechętnie poszedł otworzyć. Przed drzwiami  zobaczył wściekłych i poobijanych heylinów.
-Czego chcecie?-spytał znudzonym tonem.
-Jak mogłeś nas tak zostawić?!-krzyknęła Wuya.
-Przez ciebie xiaolini wygrali!-robił mu wyrzuty Pandabubba.
-Nie miej pretensji do mnie, tylko do Rady Heylinu-odpowiedział spokojnie Książę Ciemności.
-To my mamy jakąś Radę?-spytał Jack Spicer.
-Niestety, tak-odpowiedział Chase przez zęby.-To wszystko?-spytał już spokojniej.
-Złamałam paznokieć-powiedziały równocześnie Wuya i Catnappe.
Władcy Heylinu opadły ręce.
I to jest przyszłe pokolenie heylinów?!-pytał się w myślach. Już chciał zamknąć drzwi, gdy Wuya postanowiła w końcu wejść. Zaczęła udawać wielce poszkodowaną myśląc, że dzięki temu zwróci na siebie uwagę Chase’a. Niestety dla niej, dało to odwrotny efekt. Książę Ciemności prychnął i odszedł pozostawiając zgromadzenie same sobie. Musiał się na czymś wyżyć, a Spicer nie jest wart jego energii. Poszedł do sali treningowej. Zaczął wściekle atakować kamienne słupy, które nie wytrzymywały nawet dwóch jego uderzeń. Po rozkruszeniu kilku…set kamiennych słupów trochę się uspokoił. Wziął głęboki oddech i udał się do jadalni. Na stole stał już talerz z przygotowaną zupą Lao-Mang-Long. Usiadł na swoim miejscu i sięgnął po łyżkę. W tym samym momencie, do jadalni weszła Fate. Usiadła na swoim miejscu i zaczęła jeść zupę pomidorową. Chase po części zazdrościł swojej nowej uczennicy, że może skosztować wszystkich potraw i poczuć ich smak. Zamknął na chwilę oczy. Nie, nie będzie żałował. To była jego decyzja. Powrót do Heylinu. Dokładnie wszystko pamiętał… Hannibal kuszący go wieczną młodością… siłą… Potem ten ohydny smak i palący ból w gardle. Pamiętał zawód w oczach przyjaciół… Guana… Dashiego… Żal w oczach Miry… Możliwe, że już nie żyje… Mira… Na samą myśl o niej poczuł przyjemne ciepło w okolicach serca… Nie! Otworzył oczy. Nie może sobie teraz pozwolić na… coś takiego… Coś… Co dokładnie miał na myśli?... Nabrał zupę na łyżkę. Włożył ją do ust. Znów ten ohydny smak… piekący ból w gardle… Do jednego i drugiego zdążył się przyzwyczaić.
Fate również była pogrążona w myślach. Dlaczego zgodziła się, by dołączyć do tego klasztoru? Ze wzglądu na to, że znalazła pamiętnik matki?.. Tej… prawdziwej… Chciała odnaleźć ojca… Interesowało ją, co takiego zrobił… że wszystkie zapiski związane z nim były tak zamazane, że nie dało się ich przeczytać. Najbardziej czytelny był napis „odszedł do Heylinu”. Chociaż i to było zamazane czarnym piórem. Ledwo rozczytała te trzy słowa. Co takiego zrobił ojciec, że matka tak go znienawidziła, że pozbyła się wszystkich pamiątek związanych właśnie z nim? Teraz już się jej nie zapyta. Ona już przecież nie żyje… Inaczej nie oddałaby swojej córki tamtej „idealnej” rodzince. Kogo ona oszukuje? Wychowała się w domu dziecka, gdzie co trzecia osoba ćpała, co druga paliła i tylko wyjątki nie piły. Czy ona była wyjątkiem? Nie… Ona była na przedzie. Ćpała, piła i paliła, aż poznała Lucasa… Chłopak wyciągnął ją z nałogów… Zginął w wypadku pół roku temu… Każdą ważną dla niej osobą spotykało coś okropnego… Dlatego trzymała się na uboczu. Nie chciała widzieć cierpienia bliskich przyjaciół… Lucas miał najgorzej… Był kimś więcej niż przyjaciel. Lubiła jego zapach… dotyk jego ust… głębokie spojrzenie brązowych oczu… czochranie go za kudłatą łepetynę należało do codzienności… Następna była Megan… Przyjaciółka… Błękitne oczy przeszywające człowieka na wylot… zasłonięte przez czarną grzywkę… usta wypowiadające tysiąc słów na minutę… czasami bez wcześniejszego zastanowienia… Lubiła ich…
-Ale ich już nie ma-szepnęła do siebie.
-Słucham?-spytał Chase.
-Nie… nic…-odpowiedziała Fate.
Zjadła zupę i poszła w stronę drzwi.
-Jutro o szóstej trening, a o ósmej śniadanie-powiadomił ją Chase.
Dziewczyna skinęła głową na znak, że rozumie. Young zdziwiony był faktem, że nie protestowała. Gdy zjadł, siedział jeszcze przez chwilę. Następnie wstał i poszedł do sali medytacyjnej. Na jego nieszczęście, spotkał na drodze Wuyę.
-Chase, słonko…-zaczęła.
-Nigdy mnie tak nie nazywaj-przerwał jej ostro, patrząc na nią morderczym wzrokiem.
-Chciałam cię tylko spytać, kim jest tamta dziewczyna-powiedziała urażona.
-Moją nową uczennicą-odpowiedział spokojnie. Przyśpieszył kroku. Nie chciał dłużej słuchać tej wiedźmy. Zwolnił dopiero, gdy wszedł do sali medytacyjnej. Odetchnął i zaczął medytację. Przez parę godzin nie mógł się skoncentrować. Jego myśli odbiegały w stronę jego nowej uczennicy. Dlaczego? Nie wiedział. Dziewczyna wydawała się znajoma. Ale dlaczego? Skąd ją znał. Westchnął zrezygnowany i poszedł do biblioteki. Poczuł się odprężony w otoczeniu ksiąg, papirusów, zwojów… Skoro Fate jest w Heylinie, musi być o niej krótka notatka w Wielkiej Księdze Heylinu. Szukał nazwiska Kirkland. Nie znalazł. Zastanowił się. Przecież jeśli jest heylinką, powinna być w Księdze Heylinu… Chyba, że ma inne nazwisko… Zastanowił się nad szukaniem jednego imienia w Księdze wielkości kilku książek telefonicznych. Spojrzał na zegar. Już jedenasta… Czas przy książkach zawsze szybko mu mijał… Nawet w Xiaolinie… Dlaczego nagle tknęła go ta myśl. Wspomnienie o czasach, gdy był w Xiaolinie znów wywołało przyjemne ciepło… ale inne, niż to o Mirze… Gdyby wtedy wiedział… Może teraz siedziałaby tu razem z nim… Z roześmianymi, czarnymi oczami… czerwonymi ustami… ułożonymi w uśmiech… Potrząsnął głową, by pozbyć się tej przeklętej, ale jakże przyjemnej myśli. Przecież… Nie żałuje tej decyzji… Swojej decyzji… A może… to nie on ją podjął… Przecież i tak byłby w Heylinie… jego ojciec…
-Dość!-krzyknął Chase. Zagalopował się w myślach. Może za mało medytował? A może to przez to nagłe zebranie Rady? Albo… przez nową uczennicę?... Westchnął zrezygnowany i poszedł do swojego pokoju. Teraz wyglądał inaczej… Nie zmienił się bardzo… Ale wyglądał… inaczej. Dlaczego? Łóżko na swoim miejscu, książki na półkach poustawiane alfabetycznie według tytułów… Wszystko było na swoim miejscu. Nawet milimetrowa warstwa kurzu.
-Kurzu?-zastanowił się Władca Heylinu. Przecież w jego pałacu nie powinno być czegoś takiego. Później się tym zajmie. Zdjął zbroję i założył piżamę: krótkie spodenki. Położył się do miękkiego łóżka. Spojrzał na nocne niebo.
-Magiczny sufit-stwierdził. Przecież wcześniej go nie było… Uśmiechnął się kpiąco. Mimo, że mieszka tu od 1500 lat… nie licząc podróży i pokonywania różnych wojowników… to nadal nie widział większości pokoi. I nie wie, co się w nich znajduje. Gdy był młodszy zawsze biegał roześmiany po pałacu zaglądając w najmniejszy kąt. Dlaczego te wspomnienia tak go… męczą?... Przecież to były wesołe wspomnienia… Jego  dzieciństwo ogółem było udane… Gdyby nie tamta przeklęta dwójka błaznów. Jego rodzeństwo.
Ciekawe, gdzie oni teraz są?-zastanowił się.
Ważne, że nie ma ich tutaj-pomyślał. Nadal pamiętał ich niedojrzałe żarty. Wiadro wody, które na niego wylewali, gdy wchodził do pokoju… masło w bucie… dosypanie soli do herbaty… cukru do rosołu… ogólnie-uprzykrzanie mu życia. Rodzice nigdy nie wierzyli, że ich „aniołki” mogłyby zrobić coś takiego. Rodzice poświęcali młodszemu rodzeństwu cały czas… O swoim pierworodnym zapomnieli… Tylko dziadek poświęcał mu trochę uwagi… Gdy nie był zajęty… Chase miał dość niekochających rodziców, wrednego rodzeństwa… Uciekł do klasztoru Senshi. Chciał zrobić rodzicom na złość.  W tym klasztorze był najlepszy. Razem z Dashim i Guanem. Później dołączyła Mira. Już pierwszego dnia pokazała, że jest godną przeciwniczką dla dobrze wyszkolonych chłopaków. Od razu trafiła do grona ulubieńców Mistrza. Tak, jak Chase, Dashi, Guan, Takashi, Case… Było ich łącznie dziesięciu. Nie przyjaźnił się ze wszystkimi. Później niektórzy odchodzili z klasztoru. Mistrz nauczył ich wszystkiego, co sam umiał, więc… Dashi, Guan i Chase postanowili założyć nowy klasztor. Xiaolin. Mira była tam jedyną dziewczyną. Nie miała z tego powodu za dobrze. Gotowała, sprzątała, podawała herbatę… Chase pomagał jej, jak mógł. Czasami ochraniał przed niektórymi typami… Byli… ze sobą… Wzięli ślub… Potem przeszedł do Heylinu. Więcej jej nie zobaczył. Ale nigdy nie zapomniał. Ogarnięty tymi myślami, zasnął.