niedziela, 15 maja 2016

Hehe... He... Hehe... Ups ;-;

Nooo... Kilka lat minęło od ostatniego wpisu (chociaż wyświetlenia wciąż są i wgl). Chyba nie wypada tak porzucać bloga ("chyba"?). Przez chwilę myślałam nad usunięciem go, ale tak bez pytania współwłaścicielki to nie wypada, a kontakt się troszku urwał. (Kate, jeśli nadal istniejesz gdzieś w odmętach Internetów, to napisz do mnie ;-; ). Chyba jednak po prostu przeczytam ten  tfur i zacznę go kontynuować. Mam nadzieję, że przez te dwa lata moje umiejętności pisarskie poprawiły się chociaż trochę :/
Życzcie mi powodzenia ;)

czwartek, 6 lutego 2014

Rozdział XI

-Jesteście tego pewni?-spytał Chase. Miał ogromną nadzieję, że jednak zaprzeczą. Przecież to nie może być prawda. Minęło tyle lat. Dlaczego przeszłość musi mu przypominać o sobie akurat teraz, gdy prawie o niej zapomniał?!
Adam pokiwała głową, gdyż nie mogła wydusić z siebie żadnego dźwięku. Nawet dla tak wysoko postawionej istoty było to zbyt wiele. Scar delikatnie ją przytrzymał. Posłała mu słaby uśmiech. To wystarczyło.
-Ona nie powinna wogóle istnieć-wyjaśnił Stróż.
-Ale skoro już tak się stało...-zaczął lekko zdenerwowany całą sytuacją Książę.
-Chase, nie możesz!-zaprzeczył mu ostro brat.
-Nie możesz mi tego zabronić! Fate jest teraz moją uczennicą!-odparł czarnowłosy.
-Nawet nie wiesz, czym to grozi!-przemawiała mu do rozsądku anielica.
-Wiem wystarczająco dużo!-uniósł głos wojownik.
-Ale...-próbował jeszcze starszy Young.
-Nie ma "ale", Scar. Skończyłem. Ona tu zostaje i dalej będę ją szkolił-przerwał dyskusję jaszczur.
-Powiesz jej w ogóle?-zadał znaczące pytanie albinos.
-Jak będzie...
-Fate jest już uodporniona na takie informacje. To ty powinieneś się przygotować-Adama przerwała potomkowi Heylina.
Chase spojrzał na nią morderczym wzrokiem. Kobieta jednak nie złamała się. Scar przez cały czas próbował złagodzić powstałe mniędzy nimi napięcie, ale po chwili zrezygnował.
-Ja już skończyłem-odezwał się w końcu brunet.-Nie wiem, jak wy-dodał wychodząc z sali tronowej.
Był nabuzowany, więc od razu udał się w swoje ulubione miejsce - komnata do medytacji. Przez pół godziny próbował się odprężyć. Nie przynosiło to jednak zamierzonego skutku. Zamiast się uspokoić, miał tylko więcej niewiadomych. Przez tyle lat starał się odnaleźć tę właśnie istotę i w końcu sam ją dostał, a teraz nie wie, co powinien zrobić. Wyszkoli ją - to oczywiste, ale co potem? Fate jest zbyt zamknięta w sobie, do tego wiele przeżyła. Nie bedzie mu podporządkowana w sposób, w jaki by tego chciał. Zrezygnowany, udał się na posiłek. W jadalni nie było Scara i jego towarzysz(a)ki oraz uczennicy.
"Tym lepiej dla mnie" - pomyślał i usiadł na swoim miejscu. Ignorował przedstawicieli gatunku Idiotus Pospolitus i jak najszybciej opuścił pokój. Po drodze natknął się na migdalące się ze sobą anioły. Ich zachowywanie jednoznacznie wskazywało na to, że ledwo powstrzymują się przed miłosnym aktem na korytarzu. Dał spokój i wszedł do pokoju. Dzień był dość zwyczajny, ale i tak był zmęczony. Może to przez to, czego się dowiedział? Cóż, w końcu nie codziennie człowiek(?) dowiaduje się, że jego uczennica jest strażniczką legendarnego Klucza. Było to jedno z wu, które stworzył Wielki Mistrz Dashi. Potrafiło dowolnie zmienić rzeczywistość. Pamiętał, jak chwalił się nim Mirze. Była nim taka zachwycona. Odetchnął głęboko. Nie może pozwolić by jego myśli znów odpłynęły tak daleko. Zmienił pozycję i ponownie spróbował zasnąć. Nic z tego - znów wspinał swoją ukochaną i to, jak spotkał ją po latach. Tak naprawdę spotkał jej potomkinię, ale była ona dokładnie taka sama. Rozkochał ją w sobie ponownie... i ponownie odszedł.
Książę końcu uznał, że nie warto katować się tymi myślami i sięgnął po książkę. Popatrzył chwilę na okładkę i pomyślał, że do czytania przydało by się światło. Zapalił je i powrócił do kontemplowania okładki. Otworzył książkę na sto-czwartej stronie - rozdział dwunasty.
"Wczesnym rankiem następnego dnia zwinęli obozowisko, by ruszyć przesmykiem prowadzącym do granicy. Horace odstąpił Evanlyn wspaniałego czarnego rumaka, który ongiś należał do Deparnieux. Gdy zaprotestowała, mówiąc, że jest to przecież znacznie lepszy wierzchowiec niż gniadosz, którego dosiadał chłopak. Horace uśmiechnął się nieśmiało:
-Może i tak. Ale jestem przywiązany do Kickera, a i on chyba trochę mnie lubi.
Na tym dyskusja się zakończyła."
Na tym też skończyła się pozostała Chase'owi energia. Odłożył książkę, myślami będąc przy Araluenczykach.~*~
Tak, wiem. Ale uczyłam się do egzaminów. Spoglądając jednak na podręcznik z geografii, wybrałam opcję mniej bolesną. Chciałabym się dostać do dobrego liceum, więc zależy mi na wynikach z egzaminów. Koleżance po fachu chyba też. Do tego trzeba też iść z tematami, które nauczyciele omawiają na lekcjach, więc nauki jest trzy razy więcej. W ferie będę pewnie to wszystko nadrabiać (i kołysać się w przód i w tył , w przód i w tył).

To teraz pytanie: kto wie, jaką książkę czytał Chase?

Koniec transmisji.

sobota, 30 listopada 2013

Rozdział X

Hejo, good evening, guten tag i arigato
Już od dawna noci nie było, więc gdy tak siedziałam i między ściąganiem zadania z matmy, powtarzaniem polskiego na test, piciem kiślu ( XD ) i pisaniem książki pomyślałam, że w końcu przydałoby się coś dodać. Ostatnio w formie nie jestem, ale próbować można ;)
Ale ja tu gadu gadu a wy zasługujecie na notkę:

Fate spokojnie przyglądała się kobiecie, która witała się z mistrzem. Wyglądała jak modelka z gazet. W czasopismach, które "pożyczała" z poczekali hoteli czy klinik, na okładkach zawsze znajdowały się kobiety, które miały pokazywać jak lepsze są od innych. Gdyby miała na sobie garsonkę, a w ręku trzymała podkładkę lub dokumenty, wyglądałaby jak jedna z tych młodych bab kierujących adopcją. Nienawidziła tego. Zresztą i tak nigdy nawet na nią nie spojrzał. "Bo się bali" usłyszała głos w głowie. Dziewczyna mimowolnie uśmiechnęła się. Ludzie bali się jej. Wszyscy. Oprócz...Fate odrzuciła nieprzyjemny obraz z głowy i podeszła bliżej żeby przyjrzeć się kobiecie. Była za ładna...i te ubrania? Ale po tym co usłyszała opadła jej szczęka pod samą podłogę, potoczyła się do Ameryki i z powrotem wróciła. A...A...Adam?! Rudowłosa miała ochotę paść na podłogę i umrzeć ze śmiechem na ustach. Wiedziała, że coś jest nie tak, ale wow, a raczej WOW. Fate przyłożyła dłoń do ust, żeby ukryć uśmiech, jednak i tak nie mogła powstrzymać tego pierwszego parsknięcia. Przez chwilę miała na dzieję, że kobieta nie zauważyła tego. "Nadzieja matką głupich" podpowiedział jej ten wnerwiający głosik w głowie. Anielica odwróciła się w jej stronę, a na jej twarzy gościły rożne emocje. Na początku dziwna radość, później delikatne poirytowanie, a no końcu..."strach". Tak. Próbowała ukryć strach uśmiechem, ale to była prawda. Tylko...ludzie bali się, bo jej wygląd ich odstraszał lub po prostu ją znali,ale...rozumiała, że anioły mogły wiedzieć co ma na sumieniu...tyleże...jej mistrz też nie należał na pewno do osób świętych, a okazywały mu szacunek i uśmiech, a jej...
-Może przejdziemy do innej sali do odbycia tej rozmowy- poprosiła Adam
"Co?"
-Dobrze, uważam, że najodpowiedniejsza będzie do tego sala tronowa-powiedział Chase- Chodźmy
Wszyscy skierowali się w stronę sali. Fate szybko dołączyła do nich, jednak kobieta szybko zagrodziła jej drogę..
-Przykro mi, jednak to ma być rozmowa na osobności- odezwała się, a gdy później dodała- Uprzejmie proszę
Chase spojrzał pytająco na Scar'a, ale ten skinął tylko głową.
-Dobrze-odpowiedział mistrz-Zostań-skinął do niej
-Ale...niech będzie-Fate zacisnęła pięści. O co im znowu chodziło?
Wszyscy weszli do sali zamykając wrota na klucz(?)
W tym momencie dzwonek jej telefonu dał o sobie znać.
Masz 1 Nową Wiadomość
Dasz im o sobie zapomnieć? Sprawdź półkę za fontanną.
X
Serio?
"No cóż..." Fate westchnęła. Jeśli chce się dowiedzieć co jest grane musi pójść za dziwną wiadomością od osoby, której nie zna z telefonu, którego myślała, że już nie istnieje.
Dziewczyna spokojnie przeszła do przedhala, czy jak to się nazywało, może "sala wielkich schodów", albo coś...Po lewej stronie płynęło małe jeziorko, a do niego spływała kryształowa woda z otworu powyżej. Nie było możliwości by się tam dostać.
"Kurde...po prostu nie wierzę, że to robię...."
Fate weszła do strumienia mocząc swoje i tak już dość znoszone jeansy prawie to kolan.
"Jezu, jezu, jezu....dlaczego lodowata? dlaczego zawsze musi być lodowata?..."
Rudowłosa postąpiła kilka kroków do przodu podchodząc do wodospadu. Wyciągnęła trzęsące się od mrozu ręce przed siebie i zamoczyła je w zimnej cieczy. Delikatnie złapała za półkę, z której wypływała i spróbowała się podciągnąć.
-Ouch!- krzyknęła cicho gdy wylądowała nagle na zimnej posadce. Szybko wstała i obróciła się. Ściana za wodospadem była na krótką chwilę otwarta zanim zatrzasnęła się za nią z trzaskiem. W pokoju panował mrok, a urządzony był bardzo mizernie i licho. Pomieszczenie wyglądało jakby dawno tam nikt nie zaglądał, ale pomimo niewielkim umeblowaniu i spróchniałym, zakurzonym meblom wyglądało jakby ktoś tu kiedyś mieszkał.Ktoś kto chciał zostać niezauważonym. Ktoś kto się ukrywał. Nie wiedziała kto, ale była pewna swojej racji.
Nagle usłyszała jakiś głos.
Głosy.
Rozmowę.
I to bardzo wyraźną rozmowę.
Głos jej mistrza. I Scar'a. I...jak jej było? Adamy, czy jakoś tak...
Rozmawiali...
...O niej

DUN DUN DUUUNNNNN
AND TO BE CONTINUED

czwartek, 19 września 2013

Rozdział IX

Heyka!
Wyrobiłam się! Z licznymi błędami (ort, int, jęz, styl, etc), ale się udało!
Bez zbędnych ceregieli powiem, że notkę dedykuję kochanej, miłej, przyjaznej, sympatycznej, ujmującej, urzekającej, skutecznej w motywacji, sprawnej w pisaniu, obrotnej, energicznej, rzutkiej i przede wszystkim niemiałkiej Raylie, która pisze serdeczne, uprzejme, życzliwe i ujmujące komentarze.
~*~
-Za wolno-pouczał mistrz swoją uczennicę.
Fate próbowała uderzyć swojego mistrza, ale ten odpierał każdy jej cios. Po kilku ruchach udało jej się kopnąć go w bok.
-Za słabo-znów zwrócił jej uwagę.
Dziewczyna zmarszczyła brwi.
-Staraj się znaleźdź słaby punkt przeciwnika. Każdy go ma-doradził jej.
Fate przyjrzała się Chase'owi. Nie miała na to jednak zbyt wiele czasu, ponieważ tym razem to on zaczął ją atakować. Jego cios odepchnął dziewczynę na kilka metrów. Fate złapała równowagę.
"Gdzie on niby ma mieć słaby punkt?!"-zdenerwowała się i w ostatniej chwili ustawiła się w pozycji obronnej. Mimo to nadal udało mu się zadać jej kilka ciosów.
"Zaraz... No tak!"-oświeciło ją.
Chase zauważył determinację na twarzy rudowłosej, dlatego odskoczył od niej na kilka kroków.
"Ciekawe, co wymyśliła?"-zastanowił się i uśmiechnął kpiąco.
O tak, brakowało mu tego pomiatania ludźmi, chociażby poprzez ten uśmiech.
Fate zmrużyła oczy i podbiegła do mistrza i próbowała uderzyć go na wysokości mostka. Czarnowłosy odchylił się do tyłu.
-Takimi oczywistymi atakami... Au!-zaczął, ale przerwało mu ciągnięcię za włosy. To Fate w momencie, gdy Chase zrobił unik przeszła pod jego ramieniem i pociągnęła go za kłak... piękne, długie i bujne włosy.
-Zmyłka? Nieźle, masz punkty za szybką analizę-pochwalił ją.-Ale mogłaś to zrobić szybciej-dodał. Nie byłby sobą, gdyby nie dorzucił jakiejś kąśliwej uwagi.
Fate prychnęła i puściła włosy mistrza, który posłał jej wredny uśmiech (nr. 74).
-Pora na śniadanie-oznajmiła Wuya i wyszła z sali treningowej.
-Po co ty ją tu w ogóle trzymasz?-spytała uczennica patrząc na drzwi przez które wyszła wiedźma.-...Mistrzu-dodała przewracając oczami.
-Wyczuwa wu... i ładnje wygląda na półce-odpowiedział Chase i znów uśmiechnął się wrednie.-Idziemy?-spytał po chwili.
-Tak,... mistrzu-zgodziła się Fate i wyszli z sali.
Zawsze mówiła to słowo z dziwną pogardą.
*Może przez te pierwsze dni*
Szli w ciszy przez korytarz.
-Braciszku!-krzyknął Scar, wybiegając zza zakrętu.
Chase zatrzymał się w półkroku i spojrzał w stronę białowłosego.
-Mógłbyś mi mówić po imieniu-westchnął brunet i rozmasował sobie skronie. Już sama obecność jego starszego brata go drażniła.
-Dobra, dobra, rozumiem. Po prostu chciałem ci kogoś przedstawić.-Scar'owi wręcz oczy błyszczały ze szczęścia.
Fate uznała, że nie zamierza przysłuchiwać się rozmowie braci Young i poszła do jadalni zjeść obiad.
-Kogo?-spytał Chase, który nie zauważył odejścia swojej uczennicy.
-Kogoś dla mnie bardzo ważnego. Był moim nauczycielem w Akademii, ale też najlepszym przyjacielem-odpowiedział Scar.
-A dlaczego jest on dla ciebie tak ważny, że aż musisz mi go przedstawiać?-spytał młodszy.
-Ponieważ jest też moim towarzyszem-wyjaśnił białowłosy.
-Kim?-Chase zmarszczył brwi.
-Moim towarzyszem-powtórzył Scar.
-Dokładniej?-poprosił brunet.
-Towarzysz to ktoś, kogo kochasz. Nie musisz tej osoby znać, ale wiesz, że mógłbyś spędzić z tą osobą resztę życia, że mógłbyś zrobić dla niej wszystko. Nawet jeśli ta osoba nie wie o twoim istnieniu lub spędza życie z kimś innym. Przeważnie ma około szesnastu lat, chociaż zdażają się wyjątki-wyjaśnił Scar.
-A gdzie on jest?-spytał Chase zaciekawiony.
-Zaraz powinien być-odpowiedział białowłosy.
-Czekam na obiedzie-oznajmił młodszy i odszedł w stronę jadalni.
Wolał się nie zastanawiać nad tym, że jego brat ma chłopaka.
Wszedł do jadalni i usiadł do stołu. Zjadł bez przeszkód i udał się do swoich komnat. Otwierał właśnie drzwi, gdy coś ciężkiego przewróciło go na podłogę.
-Scar, idioto, co ty wyprawiasz?!-wrzasnął młodszy.
-Przecież miałem ci kogoś przedstawić-przypomniał mu anioł.
Władca Heylinu westchnął i przewrócił oczami. Scar wstał z brata i pomógł podnieść się bratu. Poczekał, aż Chase strzepie z siebie wyimaginowany pył i spojrzy na niego znudzonym spojrzeniem.
-Poznaj proszę mojego towarzysza-powiedział Scar i wskazał dłońmi na osobę stojącą za nim. Była to lobieta w wieku około dwudziestu lat. Miała długie brązowe włosy i oczy koloru piwa korzennego. Ubrana była w biała sukienkę do połowy ud, zasłaniającą dekolt i odkrywającą plecy, do ramion sukienki były przyczepione białe, puszyste piórka. Na plecach miała tatuaż przedstawiający aniele skrzydła. Uśmiechnęła się do Chase'a swoimi pełnymi, czerwonymi ustami ukazując równe, olśniewająco białe zęby.
*Czyżby Mary Sue?*-zastanowił się Chase i uśmiechnął kpiąco.
-Nazywa się Adam-powiedział Scar.
-Adam?-spytał zdziwiony Książę.-Można i tak. Jestem Chase-przedstawił się.-Miło mi cię poznać-dodał i z szarmanckim uśmiechem ucałował dłoń Adamy(?).
-Twój brat wiele mi o tobie opowiadał. Cieszę się mogąc cię wreszcie poznać-powiedziała Adam(?).
~*~
Przepraszam, że w taki sposób kończę tę notkę, ale [wstaw wymówkę]. Na pomysł z Adamem wpadłam już dawno temu, mam nadzieję, że się spodoba, (ble ble ble, bla bla bla). Dodam, że (ble ble ble) i celowo był(a) on(a) stylizowana na Mary Sue.
Koniec transmisji

sobota, 7 września 2013

A więc...

...To będzie krótkie i nie to jeszcze nie będzie notka, niestety lub stety, ale zaraz dowiecie się wszystkiego i dlaczego, to zacznijmy:
Jeśli nie masz skończonych 18 lat nie powinieneś czytać poniższego tekstu, choć uważam, że można już od 14, ale zawsze trzeba zakreślić, że mogę trochę tutaj poprzeklinać, no więc wiecie...ale już wiecie więc już zacznę:
Xiaolin Chronicles:
Pierwsza reakcja - wowo to na pewno będzie świetne, tak długo czekałam na xiaolin, zaczyna się yaaay
Po pierwszym odcinku - Czy mogę wiedzieć co to jest do jasnej cholery?!!
Dwa odcinki dalej - CO TO DO KURWY MA BYĆ COŚCIE ZROBILI Z MOIM CUDOWNYM XIAOLINEM CZY WAS DO RESZTY POPIEPRZYŁO??!!
...a więc tak to mniej więcej było...
w każdy razie oglądnęłam to i pewnie będę oglądać dalej, ale strasznie mi się nie podobało, zmienili dosłownie WSZYSTKO - inna grafika, inna kreska, pieprzone 3D, nowe postacie...Ponga jeszcze zniosę, ale to wredne babsko grrr..
Bloga z Chronicles łączyć nie będziemy...no przynajmniej nie ja, Kate jeszcze nie pytałam, ale mam nadzieję że się ze mną zgodzi

To tyle jeśli chodzi o przekleństwa, tu możecie czytać spokojnie
W tym roku z moim pisaniem może być ciężko od razu uprzedzam, bo niestety szkoła się zaczęła, pierwszy tydzień, a my już mamy zapowiedziane 5 sprawdzianów i w tym roku dodatkowo więcej nauki bo już za kilka miesięcy egzaminy...:(((, tak czy siak uczę się nawet w weekendy, chodzę na dodatkowe zajęcia, korki itd. itp.

Znowu informacja o blogu i o notkach....ode mnie możecie NAPRAWDĘ trochę poczekać na notkę bo mi się cała rodzinka pochorowała i teraz kursuję dom-dom babci-dom brata-szkoła, przykro mi, ale zrozumcie...naprawdę jeśli tylko znajdę jakąś wolną chwilę postaram się coś napisać, ale jak na razie...
...no nic...to by było na tyle...
Przepraszam
Przykro mi naprawdę
Pozdrowienia
Katerina

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rysunek

A więc takk...
Ostatnio postanowiłam odnowić stare kontakty i zaprowadziło mnie to do naszej kochanej Marty Doroty Kowalkińskiej.
Tak rozmawiałyśmy i doszło do tego, że poprosiłam o rysunek Fate. Poprosiłam, ponieważ dziewczyna nieziemsko rysuje. I tak. Zgodziła się. :D
Tu możecie go zobaczyć: http://i39.tinypic.com/2wpi5ck.jpg
A tu macie link do strony z fb od Marty: https://www.facebook.com/KowalkinekArt?fref=ts
Mnie ogólnie rysunek się strasznie podoba, nie wiem jak wam ;D
(może nawet sama zacznę rysować? ;p)
Katerina

sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział VIII

Na początku chciałam bardzo przeprosić, że tak długo nie było notki, po prostu cały swój wolny czas poświęcam na oglądanie "Naruto" i jednoczesne nawracanie brata na przyszłego otaku. Już zaczyna odczuwać wstręt do kreskówek i używać japońskich słówek, a jesteśmy dopiero przy teście na Chuunina, tj. trzydziesty-któryś odcinek. Do tego nie chciało mi się zajrzeć na bloga i napisać nowrj notki, po tym jak połowa mi się usunęła. Miałam prawo się wściec, bo pisałam to cztery razy i za każdym razem się usuwało. Po drugiej w nocy - dałam spokój.
Rozmawiałyśmy już na temat nominacji i postaramy się to załatwić w miarę szybko.
Więcej nic już nie pamiętam, za wszelkie moje literówki przepraszam, wszystkich moich błędów serdecznie żałuję i obiecuję poprawę, a Ciebie szanowny czytelniku/szanowna czytelniczko proszę o ocenienie i pozostawienie komentarza.
***
Chase leżał właśnie w swoim łóżku i z zamkniętymi oczami, próbował przemyśleć całą sytuację. Nagle do jego sypialni wpadły dwie kobiety.
-Chase, obódź się!-krzyknęła wiedźma swoim skrzeczącym głosem. Chase tylko prychnął na jej słowa.
-Nie śpię od godziny-oznajmił.
-Chase! Nowe wu!-skrzeknęła znowu.
-Nie obchodzą mnie te magiczne zabaweczki! Z tego co wiem, teraz powinna się objawić Maska Cienia. Możesz iść z Fate, niech się nowa wykarze-powiedział czarnowłosy, wstając z łóżka.
Fate już chciała coś odpysknąć, jednakże powstrzymała się. Do tego... człowieka powinna odczuwać respekt. To nie był kolejny nauczyciel czy opiekun, któremu wystarczyło zaprezentować ledwie cząstkę swoich umiejętności, aby uciekał jak najdalej. Wuya zaś, zapatrzyła się na ciało półnagiego Chase'a. Obrysowywała każdą odkrytą część jego boskiej sylwetki. Robiłaby to dalej, gdyby nie ta wstrętna, ruda smarkula.
-Idziemy?-spytała Fate.
-Co? A! Tak, chodźmy-odpowiedziała wiedźma.
Spojrzała jeszcze tęsknie w stronę idącego do łazienki Chase'a, po czym dogoniła dziewczynę. Chcąc przerwać ciszę panującą między nimi, postanowiła się odezwać:
-Więc... jesteś nowa w Heylinie, jakie masz moce?-spytała.
-Nie interesuj się-ucięła rozmowę młodsza. Wuya tylko prychnęła na te słowa.
-Gdzie jest to wu?-spytała Fate.
-W koloseum rzymskim-odpowiedziała bordowowłosa.
-Świetnie, tylko jak my się tam dostaniemy? Przecież jesteśmy w Tybecie, w Chinach!
-My w Heylinie mamy na to sposoby. Fate spodziewała się, że wiedźma użyje swojej mocy do przeniesienia ich do stolicy Włoch, jednak Wuya skręciła w stronę skrytki z wu i wyjęła Srebrzystą Mantę. Dopiero wtedy wyszły na zewnątrz i za pomocą wu dostały się do Rzymu. Fate od razu zaczęła szukać wu. Po chwili tknęła ją myśl, że przeszukiwanie takiego koloseum może trwać bardzo długo, więc trzeba logocznie pomyśleć, gdzie ono może się znajdować. Pierwsze o czym pomyślała to cesarz i jego... niby-loża. Rozpędziła się i za pomocą telekinezy doskoczyła do niby-loży. Rozejrza się, szukając świecącego przedmiotu. Zaprzestała czynności, gdy krzyki ze sceny odwróciły jej uwagę. Spojrzała w tamtą stronę. Stało tam kilkoro nastolatków. Jeden z nich miał, rzucające się w oczy, czerwone włosy. Ubrany był w długi, postrzępiony płaszcz, a na plecach miał plecak przypominający maskę. Inny chłopak przykuwający uwagę był niski i łysy, a jego głową przypominała idealną kulę. Ubrany był w czerwono-czarną szatę. Następny był wysoki i dobrze zbudowany chłopak w kowboyskim kapeluszu, który zakrywał jego krótkie, blond włosy. Ubrany był w błękitną koszulę i ciemne jeansy. Na nogach miał skurzane buty, a na rękach rękawice z tego samego materiału. Obok niego stała dziewczyna z różowo-biało-fioletowymi włosami upiętymi w wysoką kitkę. Ubrana była w krótkie ciemnozielone spodenki i białą koszulkę z czarnymi napisami. Na nadgarstkach miała kilka bransoletek, a na nogach miała zwyczajne adidasy.
Ostatni był chłopak o ciemnej karnacji. Miał brązowe włosy i zielone oczy koloru Avady. Fate uśmiechnęła się na to stwierdzenie. Megan była fanką Harry'ego Potter'a, więc często tak mówiła o zielonym kolorze. Mówiła to tak często, że jej przyjaciele też nie potrafili porównać soczyście zielonego do czegoś innego niż to zaklęcie zabijające. Wracając... Chłopak ubrany był w białą bluzę z kapturem i krótkim rękawem, oraz luźne, jasnobrązowe spodnie. Miał też okrągły medalion na szyi. Nagle zza szaty piłkogłowego wyślizgnął się wąż. Wyglądał dziwnie, jednak Fate nie poświęciła mu wiele uwagi, ponieważ pojawiło się mnóstwo robotów, które zaatakowały czwórkę dzieciaków. Żółty malec przeskoczył przez kilka z nich, wykonał salto i w monencie, gdy był odwrócony w stronę przeskoczonych robotów zatakował je wodą, która wytrysnęła z trzymanej przez niego niebieskiej kuli. Dziewczyna wykonała kilka szybkich ruchów, a płomienie wychodzące z jej rąk spaliły otaczające ją roboty.
Kowboy uderzył nogą w ziemię i wyrósł przed nim ogromny kamienny słóp. Niektóre roboty na niego wpadły, a pozostałe ominęły i zaczęły strzelać w stroę chłopaka, jednak porwał je wiatr, z niebieskiego miecza, którym brązowowłosy chłopak obracał, jak śmigłem. Posłał roboty na słóp, o który się rozbiły. W ten sposób wszystkie roboty został zniszczone. Chłopak w płaszczu zdążył się w tym czasie ulotnić. Był właśnie pod sceną i tam szukał Maski Cienia. Może i wszyscy uważali go za idiotę, ale wpadł na to, że Maska CIENIA może się znajdować w zacienionym miejscu. Fate wróciła do poszukiwania Magicznego Boskiego Narzędzia, jednak spełzło to na niczym. Postanowiła poszukać w innym miejscu i wylądowała tam, gdzie Jack. Po chwili pojawił się też żółty maluch. Po jego wcześniejszych wyczynach, rudowłosa kojarzyła go sobie z pchłą.
-Witaj, nieznajoma. Nazywam się Omi, a ty?-spytał grzecznie.
-Jak sam powiedziałeś, jestem nieznajomą. Taki dzieciak, jak ty nie powinien rozmawiać z nieznajomymi-odpowiedziała chłodno Fate i odeszła dalej szukać wu. Po chwili zauważyła jasne światło i usłyszała krzyki. Pobiegła w tamtym kierunku. Zdążyła tylko usłyszeć:
-Pojedynek Mistrzów!-wykrzyczeli obaj chłopcy, których spotkała pod sceną.
Wszystko zaczęło nagle migać. Pojawili się na wielkiej przestrzeni, a pośród nich były łańcuchy, klatki i pozostałości po koloseum.
-Gongi-Tam-Pai*-krzyknęli obaj.
Czerwonowłosy kliknął coś przy swoim plecaczku, a wtedy wysunęły się z niego swa śmigiełka, na których zaczął lecieć od klatki do klatki. Maluch zaczął skakać i biegać na łańcuchach, również zaglądając po drodze do klatek, wewnątrz których znajdowały się dzikie zwierzęta lub gladiatorzy-kościotrupy. Ich zadanie polegało na znalezieniu klatki z Maską i pokonaniu przeszkody. Po kilku skokach, Maluch zatrzymał się przy jednej z klatek i wszedł do niej. Po chwili czerwonowłosy wleciał do tej samej klatki. Wtedy pojedynek się skończył, a otoczenie wróciło do normy.
-Hura! Wygrałem!-cieszył się piłkogłowy, trzymając w rękach Maskę Cienia, Kulę Tornami i Kolec Piorunów.-Jednak z przyjaciółmi byłoby mi weselej.-Zasmucił się i pobiegł w stronę wyjścia na scenę.
Fate pobiegła za nim. Zobaczyła, jak maluch się potyka i wszystkie wu wypadają mu z rąk.
W sumie, to mogłabym jedno przynieść, skoro to test-pomyślała Fate i podeszła do niebieskiej kuli. W momencie, gdy ją dotknęła, zajaśniała złotym blaskiem.
-Pojedynek?-szepnęła.
-Najwyraźniej-odpowiedział maluch.-Wyzywam cię na Pojedynek Mistrzów! Stawiam mój Kolec Piorunów przeciwko twojemu... Eee-zająkał się.
Dziewczyna sięgnęła po maskę.
-Stawiam Maskę Cienia-powiedziała.
-Ej, to moje wu!-żąchnął się Mister Piłeczka.
-Leżało na ziemi, to wzięłam. Poza tym, nigdzie nie jest podpisane, że to twoje-odparła ruda.
-Uch. Będziemy uciekać przed strumieniami wody, ten kto pierwszy dotknie wody, przegrywa-oświadczył chłopak.
Fate pokiwała głową na znak, że rozumie.
-Pojedynek Mistrzów!-krzyknęli oboje, a otoczenie znowu się zmieniło. Tym razem byli na scenie, a na było mnóstwo kolumn i łuków. W niby-loży byli przyjaciele Mistera Piłeczki i Wuya. Oślę w czarnym płaszczu** zdążyło się już zmyć.
-Gongi-Tam-Pai!-krzyknęli i uchylili się przed lecącym w ich stronę strumieniem.
-Dalej, Omi! Uda ci się!-skandowali jego przyjaciele.
Więc on ma na imię Omi? Biedne dziecko, już Mister Piłeczka brzmi lepiej.-pomyśla ruda, o mało co nie zostając zalaną. W ostatniej chwili skuliła się za kolumną, by w następnej zrobić unik przez łuk.
Wybrał niekorzystną dla siebie formę walki. Przecież on używa wody do walki-zauważyła.
Wytężyła zmysły. Wzrokiem wyszukiwała żółtej pchły, próbując usłyszeć lecący w jej stronę strumień. Ten pomysł okazał się być skuteczny. Już po chwili biegła w stronę Omiego. Przeskoczyła strumień wody, a następnie popchnęła niespodziewającego się chłopaka, prosto w strumień zimnej wody. Maluch pchnięty siłą wody pod wysokim ciśnieniem, zatrzymał się na jednej z kolumn. Woda leciała na niego jeszcze przez kilka sekund. Gdy przestała, pojedynek zakończył się i wszystko wróciło do normy.
-Jak mogłem przegrać?! I to z dziewczyną?! Do tego jeszcze początkującą?!-krzyczał na siebie Omi.
-Nie martw się, następnym razem pójdzie ci lepiej-pocieszała go jedyna dziewczyna w drużynie.
-Masz rację! A do tego czasu będę dużo ćwiczył, by stać się jeszcze lepszym!-obiecał sobie.
-Dobra dzieciaki wracajmy już-zakomunikował wąż, po czym wyszedł z rękawa malucha i powiększył się do ogromnych rozmiarów.
Więc to jest jednak smok!-zdziwiła się Fate.
-My też już powinnyśmy wracać-zwróciła się do niej Wuya.-Srebrzysta Manta!-krzyknęła i już po chwili obie leciały w stronę Pałacu Ciemności.

*Gingi-tam-pai
Chyba nikt nie wie jak to się pisze

** Oślę w czarnym płaszczu
Chodzi, oczywiście, o Jacka. Kanon Forever!