Na początku chciałam bardzo przeprosić, że tak długo nie było notki, po prostu cały swój wolny czas poświęcam na oglądanie "Naruto" i jednoczesne nawracanie brata na przyszłego otaku. Już zaczyna odczuwać wstręt do kreskówek i używać japońskich słówek, a jesteśmy dopiero przy teście na Chuunina, tj. trzydziesty-któryś odcinek. Do tego nie chciało mi się zajrzeć na bloga i napisać nowrj notki, po tym jak połowa mi się usunęła. Miałam prawo się wściec, bo pisałam to cztery razy i za każdym razem się usuwało. Po drugiej w nocy - dałam spokój.
Rozmawiałyśmy już na temat nominacji i postaramy się to załatwić w miarę szybko.
Więcej nic już nie pamiętam, za wszelkie moje literówki przepraszam, wszystkich moich błędów serdecznie żałuję i obiecuję poprawę, a Ciebie szanowny czytelniku/szanowna czytelniczko proszę o ocenienie i pozostawienie komentarza.
***
Chase leżał właśnie w swoim łóżku i z zamkniętymi oczami, próbował przemyśleć całą sytuację. Nagle do jego sypialni wpadły dwie kobiety.
-Chase, obódź się!-krzyknęła wiedźma swoim skrzeczącym głosem. Chase tylko prychnął na jej słowa.
-Nie śpię od godziny-oznajmił.
-Chase! Nowe wu!-skrzeknęła znowu.
-Nie obchodzą mnie te magiczne zabaweczki! Z tego co wiem, teraz powinna się objawić Maska Cienia. Możesz iść z Fate, niech się nowa wykarze-powiedział czarnowłosy, wstając z łóżka.
Fate już chciała coś odpysknąć, jednakże powstrzymała się. Do tego... człowieka powinna odczuwać respekt. To nie był kolejny nauczyciel czy opiekun, któremu wystarczyło zaprezentować ledwie cząstkę swoich umiejętności, aby uciekał jak najdalej. Wuya zaś, zapatrzyła się na ciało półnagiego Chase'a. Obrysowywała każdą odkrytą część jego boskiej sylwetki. Robiłaby to dalej, gdyby nie ta wstrętna, ruda smarkula.
-Idziemy?-spytała Fate.
-Co? A! Tak, chodźmy-odpowiedziała wiedźma.
Spojrzała jeszcze tęsknie w stronę idącego do łazienki Chase'a, po czym dogoniła dziewczynę. Chcąc przerwać ciszę panującą między nimi, postanowiła się odezwać:
-Więc... jesteś nowa w Heylinie, jakie masz moce?-spytała.
-Nie interesuj się-ucięła rozmowę młodsza. Wuya tylko prychnęła na te słowa.
-Gdzie jest to wu?-spytała Fate.
-W koloseum rzymskim-odpowiedziała bordowowłosa.
-Świetnie, tylko jak my się tam dostaniemy? Przecież jesteśmy w Tybecie, w Chinach!
-My w Heylinie mamy na to sposoby. Fate spodziewała się, że wiedźma użyje swojej mocy do przeniesienia ich do stolicy Włoch, jednak Wuya skręciła w stronę skrytki z wu i wyjęła Srebrzystą Mantę. Dopiero wtedy wyszły na zewnątrz i za pomocą wu dostały się do Rzymu. Fate od razu zaczęła szukać wu. Po chwili tknęła ją myśl, że przeszukiwanie takiego koloseum może trwać bardzo długo, więc trzeba logocznie pomyśleć, gdzie ono może się znajdować. Pierwsze o czym pomyślała to cesarz i jego... niby-loża. Rozpędziła się i za pomocą telekinezy doskoczyła do niby-loży. Rozejrza się, szukając świecącego przedmiotu. Zaprzestała czynności, gdy krzyki ze sceny odwróciły jej uwagę. Spojrzała w tamtą stronę. Stało tam kilkoro nastolatków. Jeden z nich miał, rzucające się w oczy, czerwone włosy. Ubrany był w długi, postrzępiony płaszcz, a na plecach miał plecak przypominający maskę. Inny chłopak przykuwający uwagę był niski i łysy, a jego głową przypominała idealną kulę. Ubrany był w czerwono-czarną szatę. Następny był wysoki i dobrze zbudowany chłopak w kowboyskim kapeluszu, który zakrywał jego krótkie, blond włosy. Ubrany był w błękitną koszulę i ciemne jeansy. Na nogach miał skurzane buty, a na rękach rękawice z tego samego materiału. Obok niego stała dziewczyna z różowo-biało-fioletowymi włosami upiętymi w wysoką kitkę. Ubrana była w krótkie ciemnozielone spodenki i białą koszulkę z czarnymi napisami. Na nadgarstkach miała kilka bransoletek, a na nogach miała zwyczajne adidasy.
Ostatni był chłopak o ciemnej karnacji. Miał brązowe włosy i zielone oczy koloru Avady. Fate uśmiechnęła się na to stwierdzenie. Megan była fanką Harry'ego Potter'a, więc często tak mówiła o zielonym kolorze. Mówiła to tak często, że jej przyjaciele też nie potrafili porównać soczyście zielonego do czegoś innego niż to zaklęcie zabijające. Wracając... Chłopak ubrany był w białą bluzę z kapturem i krótkim rękawem, oraz luźne, jasnobrązowe spodnie. Miał też okrągły medalion na szyi. Nagle zza szaty piłkogłowego wyślizgnął się wąż. Wyglądał dziwnie, jednak Fate nie poświęciła mu wiele uwagi, ponieważ pojawiło się mnóstwo robotów, które zaatakowały czwórkę dzieciaków. Żółty malec przeskoczył przez kilka z nich, wykonał salto i w monencie, gdy był odwrócony w stronę przeskoczonych robotów zatakował je wodą, która wytrysnęła z trzymanej przez niego niebieskiej kuli. Dziewczyna wykonała kilka szybkich ruchów, a płomienie wychodzące z jej rąk spaliły otaczające ją roboty.
Kowboy uderzył nogą w ziemię i wyrósł przed nim ogromny kamienny słóp. Niektóre roboty na niego wpadły, a pozostałe ominęły i zaczęły strzelać w stroę chłopaka, jednak porwał je wiatr, z niebieskiego miecza, którym brązowowłosy chłopak obracał, jak śmigłem. Posłał roboty na słóp, o który się rozbiły. W ten sposób wszystkie roboty został zniszczone. Chłopak w płaszczu zdążył się w tym czasie ulotnić. Był właśnie pod sceną i tam szukał Maski Cienia. Może i wszyscy uważali go za idiotę, ale wpadł na to, że Maska CIENIA może się znajdować w zacienionym miejscu. Fate wróciła do poszukiwania Magicznego Boskiego Narzędzia, jednak spełzło to na niczym. Postanowiła poszukać w innym miejscu i wylądowała tam, gdzie Jack. Po chwili pojawił się też żółty maluch. Po jego wcześniejszych wyczynach, rudowłosa kojarzyła go sobie z pchłą.
-Witaj, nieznajoma. Nazywam się Omi, a ty?-spytał grzecznie.
-Jak sam powiedziałeś, jestem nieznajomą. Taki dzieciak, jak ty nie powinien rozmawiać z nieznajomymi-odpowiedziała chłodno Fate i odeszła dalej szukać wu. Po chwili zauważyła jasne światło i usłyszała krzyki. Pobiegła w tamtym kierunku. Zdążyła tylko usłyszeć:
-Pojedynek Mistrzów!-wykrzyczeli obaj chłopcy, których spotkała pod sceną.
Wszystko zaczęło nagle migać. Pojawili się na wielkiej przestrzeni, a pośród nich były łańcuchy, klatki i pozostałości po koloseum.
-Gongi-Tam-Pai*-krzyknęli obaj.
Czerwonowłosy kliknął coś przy swoim plecaczku, a wtedy wysunęły się z niego swa śmigiełka, na których zaczął lecieć od klatki do klatki. Maluch zaczął skakać i biegać na łańcuchach, również zaglądając po drodze do klatek, wewnątrz których znajdowały się dzikie zwierzęta lub gladiatorzy-kościotrupy. Ich zadanie polegało na znalezieniu klatki z Maską i pokonaniu przeszkody. Po kilku skokach, Maluch zatrzymał się przy jednej z klatek i wszedł do niej. Po chwili czerwonowłosy wleciał do tej samej klatki. Wtedy pojedynek się skończył, a otoczenie wróciło do normy.
-Hura! Wygrałem!-cieszył się piłkogłowy, trzymając w rękach Maskę Cienia, Kulę Tornami i Kolec Piorunów.-Jednak z przyjaciółmi byłoby mi weselej.-Zasmucił się i pobiegł w stronę wyjścia na scenę.
Fate pobiegła za nim. Zobaczyła, jak maluch się potyka i wszystkie wu wypadają mu z rąk.
W sumie, to mogłabym jedno przynieść, skoro to test-pomyślała Fate i podeszła do niebieskiej kuli. W momencie, gdy ją dotknęła, zajaśniała złotym blaskiem.
-Pojedynek?-szepnęła.
-Najwyraźniej-odpowiedział maluch.-Wyzywam cię na Pojedynek Mistrzów! Stawiam mój Kolec Piorunów przeciwko twojemu... Eee-zająkał się.
Dziewczyna sięgnęła po maskę.
-Stawiam Maskę Cienia-powiedziała.
-Ej, to moje wu!-żąchnął się Mister Piłeczka.
-Leżało na ziemi, to wzięłam. Poza tym, nigdzie nie jest podpisane, że to twoje-odparła ruda.
-Uch. Będziemy uciekać przed strumieniami wody, ten kto pierwszy dotknie wody, przegrywa-oświadczył chłopak.
Fate pokiwała głową na znak, że rozumie.
-Pojedynek Mistrzów!-krzyknęli oboje, a otoczenie znowu się zmieniło. Tym razem byli na scenie, a na było mnóstwo kolumn i łuków. W niby-loży byli przyjaciele Mistera Piłeczki i Wuya. Oślę w czarnym płaszczu** zdążyło się już zmyć.
-Gongi-Tam-Pai!-krzyknęli i uchylili się przed lecącym w ich stronę strumieniem.
-Dalej, Omi! Uda ci się!-skandowali jego przyjaciele.
Więc on ma na imię Omi? Biedne dziecko, już Mister Piłeczka brzmi lepiej.-pomyśla ruda, o mało co nie zostając zalaną. W ostatniej chwili skuliła się za kolumną, by w następnej zrobić unik przez łuk.
Wybrał niekorzystną dla siebie formę walki. Przecież on używa wody do walki-zauważyła.
Wytężyła zmysły. Wzrokiem wyszukiwała żółtej pchły, próbując usłyszeć lecący w jej stronę strumień. Ten pomysł okazał się być skuteczny. Już po chwili biegła w stronę Omiego. Przeskoczyła strumień wody, a następnie popchnęła niespodziewającego się chłopaka, prosto w strumień zimnej wody. Maluch pchnięty siłą wody pod wysokim ciśnieniem, zatrzymał się na jednej z kolumn. Woda leciała na niego jeszcze przez kilka sekund. Gdy przestała, pojedynek zakończył się i wszystko wróciło do normy.
-Jak mogłem przegrać?! I to z dziewczyną?! Do tego jeszcze początkującą?!-krzyczał na siebie Omi.
-Nie martw się, następnym razem pójdzie ci lepiej-pocieszała go jedyna dziewczyna w drużynie.
-Masz rację! A do tego czasu będę dużo ćwiczył, by stać się jeszcze lepszym!-obiecał sobie.
-Dobra dzieciaki wracajmy już-zakomunikował wąż, po czym wyszedł z rękawa malucha i powiększył się do ogromnych rozmiarów.
Więc to jest jednak smok!-zdziwiła się Fate.
-My też już powinnyśmy wracać-zwróciła się do niej Wuya.-Srebrzysta Manta!-krzyknęła i już po chwili obie leciały w stronę Pałacu Ciemności.
*Gingi-tam-pai
Chyba nikt nie wie jak to się pisze
** Oślę w czarnym płaszczu
Chodzi, oczywiście, o Jacka. Kanon Forever!