sobota, 30 listopada 2013

Rozdział X

Hejo, good evening, guten tag i arigato
Już od dawna noci nie było, więc gdy tak siedziałam i między ściąganiem zadania z matmy, powtarzaniem polskiego na test, piciem kiślu ( XD ) i pisaniem książki pomyślałam, że w końcu przydałoby się coś dodać. Ostatnio w formie nie jestem, ale próbować można ;)
Ale ja tu gadu gadu a wy zasługujecie na notkę:

Fate spokojnie przyglądała się kobiecie, która witała się z mistrzem. Wyglądała jak modelka z gazet. W czasopismach, które "pożyczała" z poczekali hoteli czy klinik, na okładkach zawsze znajdowały się kobiety, które miały pokazywać jak lepsze są od innych. Gdyby miała na sobie garsonkę, a w ręku trzymała podkładkę lub dokumenty, wyglądałaby jak jedna z tych młodych bab kierujących adopcją. Nienawidziła tego. Zresztą i tak nigdy nawet na nią nie spojrzał. "Bo się bali" usłyszała głos w głowie. Dziewczyna mimowolnie uśmiechnęła się. Ludzie bali się jej. Wszyscy. Oprócz...Fate odrzuciła nieprzyjemny obraz z głowy i podeszła bliżej żeby przyjrzeć się kobiecie. Była za ładna...i te ubrania? Ale po tym co usłyszała opadła jej szczęka pod samą podłogę, potoczyła się do Ameryki i z powrotem wróciła. A...A...Adam?! Rudowłosa miała ochotę paść na podłogę i umrzeć ze śmiechem na ustach. Wiedziała, że coś jest nie tak, ale wow, a raczej WOW. Fate przyłożyła dłoń do ust, żeby ukryć uśmiech, jednak i tak nie mogła powstrzymać tego pierwszego parsknięcia. Przez chwilę miała na dzieję, że kobieta nie zauważyła tego. "Nadzieja matką głupich" podpowiedział jej ten wnerwiający głosik w głowie. Anielica odwróciła się w jej stronę, a na jej twarzy gościły rożne emocje. Na początku dziwna radość, później delikatne poirytowanie, a no końcu..."strach". Tak. Próbowała ukryć strach uśmiechem, ale to była prawda. Tylko...ludzie bali się, bo jej wygląd ich odstraszał lub po prostu ją znali,ale...rozumiała, że anioły mogły wiedzieć co ma na sumieniu...tyleże...jej mistrz też nie należał na pewno do osób świętych, a okazywały mu szacunek i uśmiech, a jej...
-Może przejdziemy do innej sali do odbycia tej rozmowy- poprosiła Adam
"Co?"
-Dobrze, uważam, że najodpowiedniejsza będzie do tego sala tronowa-powiedział Chase- Chodźmy
Wszyscy skierowali się w stronę sali. Fate szybko dołączyła do nich, jednak kobieta szybko zagrodziła jej drogę..
-Przykro mi, jednak to ma być rozmowa na osobności- odezwała się, a gdy później dodała- Uprzejmie proszę
Chase spojrzał pytająco na Scar'a, ale ten skinął tylko głową.
-Dobrze-odpowiedział mistrz-Zostań-skinął do niej
-Ale...niech będzie-Fate zacisnęła pięści. O co im znowu chodziło?
Wszyscy weszli do sali zamykając wrota na klucz(?)
W tym momencie dzwonek jej telefonu dał o sobie znać.
Masz 1 Nową Wiadomość
Dasz im o sobie zapomnieć? Sprawdź półkę za fontanną.
X
Serio?
"No cóż..." Fate westchnęła. Jeśli chce się dowiedzieć co jest grane musi pójść za dziwną wiadomością od osoby, której nie zna z telefonu, którego myślała, że już nie istnieje.
Dziewczyna spokojnie przeszła do przedhala, czy jak to się nazywało, może "sala wielkich schodów", albo coś...Po lewej stronie płynęło małe jeziorko, a do niego spływała kryształowa woda z otworu powyżej. Nie było możliwości by się tam dostać.
"Kurde...po prostu nie wierzę, że to robię...."
Fate weszła do strumienia mocząc swoje i tak już dość znoszone jeansy prawie to kolan.
"Jezu, jezu, jezu....dlaczego lodowata? dlaczego zawsze musi być lodowata?..."
Rudowłosa postąpiła kilka kroków do przodu podchodząc do wodospadu. Wyciągnęła trzęsące się od mrozu ręce przed siebie i zamoczyła je w zimnej cieczy. Delikatnie złapała za półkę, z której wypływała i spróbowała się podciągnąć.
-Ouch!- krzyknęła cicho gdy wylądowała nagle na zimnej posadce. Szybko wstała i obróciła się. Ściana za wodospadem była na krótką chwilę otwarta zanim zatrzasnęła się za nią z trzaskiem. W pokoju panował mrok, a urządzony był bardzo mizernie i licho. Pomieszczenie wyglądało jakby dawno tam nikt nie zaglądał, ale pomimo niewielkim umeblowaniu i spróchniałym, zakurzonym meblom wyglądało jakby ktoś tu kiedyś mieszkał.Ktoś kto chciał zostać niezauważonym. Ktoś kto się ukrywał. Nie wiedziała kto, ale była pewna swojej racji.
Nagle usłyszała jakiś głos.
Głosy.
Rozmowę.
I to bardzo wyraźną rozmowę.
Głos jej mistrza. I Scar'a. I...jak jej było? Adamy, czy jakoś tak...
Rozmawiali...
...O niej

DUN DUN DUUUNNNNN
AND TO BE CONTINUED

czwartek, 19 września 2013

Rozdział IX

Heyka!
Wyrobiłam się! Z licznymi błędami (ort, int, jęz, styl, etc), ale się udało!
Bez zbędnych ceregieli powiem, że notkę dedykuję kochanej, miłej, przyjaznej, sympatycznej, ujmującej, urzekającej, skutecznej w motywacji, sprawnej w pisaniu, obrotnej, energicznej, rzutkiej i przede wszystkim niemiałkiej Raylie, która pisze serdeczne, uprzejme, życzliwe i ujmujące komentarze.
~*~
-Za wolno-pouczał mistrz swoją uczennicę.
Fate próbowała uderzyć swojego mistrza, ale ten odpierał każdy jej cios. Po kilku ruchach udało jej się kopnąć go w bok.
-Za słabo-znów zwrócił jej uwagę.
Dziewczyna zmarszczyła brwi.
-Staraj się znaleźdź słaby punkt przeciwnika. Każdy go ma-doradził jej.
Fate przyjrzała się Chase'owi. Nie miała na to jednak zbyt wiele czasu, ponieważ tym razem to on zaczął ją atakować. Jego cios odepchnął dziewczynę na kilka metrów. Fate złapała równowagę.
"Gdzie on niby ma mieć słaby punkt?!"-zdenerwowała się i w ostatniej chwili ustawiła się w pozycji obronnej. Mimo to nadal udało mu się zadać jej kilka ciosów.
"Zaraz... No tak!"-oświeciło ją.
Chase zauważył determinację na twarzy rudowłosej, dlatego odskoczył od niej na kilka kroków.
"Ciekawe, co wymyśliła?"-zastanowił się i uśmiechnął kpiąco.
O tak, brakowało mu tego pomiatania ludźmi, chociażby poprzez ten uśmiech.
Fate zmrużyła oczy i podbiegła do mistrza i próbowała uderzyć go na wysokości mostka. Czarnowłosy odchylił się do tyłu.
-Takimi oczywistymi atakami... Au!-zaczął, ale przerwało mu ciągnięcię za włosy. To Fate w momencie, gdy Chase zrobił unik przeszła pod jego ramieniem i pociągnęła go za kłak... piękne, długie i bujne włosy.
-Zmyłka? Nieźle, masz punkty za szybką analizę-pochwalił ją.-Ale mogłaś to zrobić szybciej-dodał. Nie byłby sobą, gdyby nie dorzucił jakiejś kąśliwej uwagi.
Fate prychnęła i puściła włosy mistrza, który posłał jej wredny uśmiech (nr. 74).
-Pora na śniadanie-oznajmiła Wuya i wyszła z sali treningowej.
-Po co ty ją tu w ogóle trzymasz?-spytała uczennica patrząc na drzwi przez które wyszła wiedźma.-...Mistrzu-dodała przewracając oczami.
-Wyczuwa wu... i ładnje wygląda na półce-odpowiedział Chase i znów uśmiechnął się wrednie.-Idziemy?-spytał po chwili.
-Tak,... mistrzu-zgodziła się Fate i wyszli z sali.
Zawsze mówiła to słowo z dziwną pogardą.
*Może przez te pierwsze dni*
Szli w ciszy przez korytarz.
-Braciszku!-krzyknął Scar, wybiegając zza zakrętu.
Chase zatrzymał się w półkroku i spojrzał w stronę białowłosego.
-Mógłbyś mi mówić po imieniu-westchnął brunet i rozmasował sobie skronie. Już sama obecność jego starszego brata go drażniła.
-Dobra, dobra, rozumiem. Po prostu chciałem ci kogoś przedstawić.-Scar'owi wręcz oczy błyszczały ze szczęścia.
Fate uznała, że nie zamierza przysłuchiwać się rozmowie braci Young i poszła do jadalni zjeść obiad.
-Kogo?-spytał Chase, który nie zauważył odejścia swojej uczennicy.
-Kogoś dla mnie bardzo ważnego. Był moim nauczycielem w Akademii, ale też najlepszym przyjacielem-odpowiedział Scar.
-A dlaczego jest on dla ciebie tak ważny, że aż musisz mi go przedstawiać?-spytał młodszy.
-Ponieważ jest też moim towarzyszem-wyjaśnił białowłosy.
-Kim?-Chase zmarszczył brwi.
-Moim towarzyszem-powtórzył Scar.
-Dokładniej?-poprosił brunet.
-Towarzysz to ktoś, kogo kochasz. Nie musisz tej osoby znać, ale wiesz, że mógłbyś spędzić z tą osobą resztę życia, że mógłbyś zrobić dla niej wszystko. Nawet jeśli ta osoba nie wie o twoim istnieniu lub spędza życie z kimś innym. Przeważnie ma około szesnastu lat, chociaż zdażają się wyjątki-wyjaśnił Scar.
-A gdzie on jest?-spytał Chase zaciekawiony.
-Zaraz powinien być-odpowiedział białowłosy.
-Czekam na obiedzie-oznajmił młodszy i odszedł w stronę jadalni.
Wolał się nie zastanawiać nad tym, że jego brat ma chłopaka.
Wszedł do jadalni i usiadł do stołu. Zjadł bez przeszkód i udał się do swoich komnat. Otwierał właśnie drzwi, gdy coś ciężkiego przewróciło go na podłogę.
-Scar, idioto, co ty wyprawiasz?!-wrzasnął młodszy.
-Przecież miałem ci kogoś przedstawić-przypomniał mu anioł.
Władca Heylinu westchnął i przewrócił oczami. Scar wstał z brata i pomógł podnieść się bratu. Poczekał, aż Chase strzepie z siebie wyimaginowany pył i spojrzy na niego znudzonym spojrzeniem.
-Poznaj proszę mojego towarzysza-powiedział Scar i wskazał dłońmi na osobę stojącą za nim. Była to lobieta w wieku około dwudziestu lat. Miała długie brązowe włosy i oczy koloru piwa korzennego. Ubrana była w biała sukienkę do połowy ud, zasłaniającą dekolt i odkrywającą plecy, do ramion sukienki były przyczepione białe, puszyste piórka. Na plecach miała tatuaż przedstawiający aniele skrzydła. Uśmiechnęła się do Chase'a swoimi pełnymi, czerwonymi ustami ukazując równe, olśniewająco białe zęby.
*Czyżby Mary Sue?*-zastanowił się Chase i uśmiechnął kpiąco.
-Nazywa się Adam-powiedział Scar.
-Adam?-spytał zdziwiony Książę.-Można i tak. Jestem Chase-przedstawił się.-Miło mi cię poznać-dodał i z szarmanckim uśmiechem ucałował dłoń Adamy(?).
-Twój brat wiele mi o tobie opowiadał. Cieszę się mogąc cię wreszcie poznać-powiedziała Adam(?).
~*~
Przepraszam, że w taki sposób kończę tę notkę, ale [wstaw wymówkę]. Na pomysł z Adamem wpadłam już dawno temu, mam nadzieję, że się spodoba, (ble ble ble, bla bla bla). Dodam, że (ble ble ble) i celowo był(a) on(a) stylizowana na Mary Sue.
Koniec transmisji

sobota, 7 września 2013

A więc...

...To będzie krótkie i nie to jeszcze nie będzie notka, niestety lub stety, ale zaraz dowiecie się wszystkiego i dlaczego, to zacznijmy:
Jeśli nie masz skończonych 18 lat nie powinieneś czytać poniższego tekstu, choć uważam, że można już od 14, ale zawsze trzeba zakreślić, że mogę trochę tutaj poprzeklinać, no więc wiecie...ale już wiecie więc już zacznę:
Xiaolin Chronicles:
Pierwsza reakcja - wowo to na pewno będzie świetne, tak długo czekałam na xiaolin, zaczyna się yaaay
Po pierwszym odcinku - Czy mogę wiedzieć co to jest do jasnej cholery?!!
Dwa odcinki dalej - CO TO DO KURWY MA BYĆ COŚCIE ZROBILI Z MOIM CUDOWNYM XIAOLINEM CZY WAS DO RESZTY POPIEPRZYŁO??!!
...a więc tak to mniej więcej było...
w każdy razie oglądnęłam to i pewnie będę oglądać dalej, ale strasznie mi się nie podobało, zmienili dosłownie WSZYSTKO - inna grafika, inna kreska, pieprzone 3D, nowe postacie...Ponga jeszcze zniosę, ale to wredne babsko grrr..
Bloga z Chronicles łączyć nie będziemy...no przynajmniej nie ja, Kate jeszcze nie pytałam, ale mam nadzieję że się ze mną zgodzi

To tyle jeśli chodzi o przekleństwa, tu możecie czytać spokojnie
W tym roku z moim pisaniem może być ciężko od razu uprzedzam, bo niestety szkoła się zaczęła, pierwszy tydzień, a my już mamy zapowiedziane 5 sprawdzianów i w tym roku dodatkowo więcej nauki bo już za kilka miesięcy egzaminy...:(((, tak czy siak uczę się nawet w weekendy, chodzę na dodatkowe zajęcia, korki itd. itp.

Znowu informacja o blogu i o notkach....ode mnie możecie NAPRAWDĘ trochę poczekać na notkę bo mi się cała rodzinka pochorowała i teraz kursuję dom-dom babci-dom brata-szkoła, przykro mi, ale zrozumcie...naprawdę jeśli tylko znajdę jakąś wolną chwilę postaram się coś napisać, ale jak na razie...
...no nic...to by było na tyle...
Przepraszam
Przykro mi naprawdę
Pozdrowienia
Katerina

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rysunek

A więc takk...
Ostatnio postanowiłam odnowić stare kontakty i zaprowadziło mnie to do naszej kochanej Marty Doroty Kowalkińskiej.
Tak rozmawiałyśmy i doszło do tego, że poprosiłam o rysunek Fate. Poprosiłam, ponieważ dziewczyna nieziemsko rysuje. I tak. Zgodziła się. :D
Tu możecie go zobaczyć: http://i39.tinypic.com/2wpi5ck.jpg
A tu macie link do strony z fb od Marty: https://www.facebook.com/KowalkinekArt?fref=ts
Mnie ogólnie rysunek się strasznie podoba, nie wiem jak wam ;D
(może nawet sama zacznę rysować? ;p)
Katerina

sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział VIII

Na początku chciałam bardzo przeprosić, że tak długo nie było notki, po prostu cały swój wolny czas poświęcam na oglądanie "Naruto" i jednoczesne nawracanie brata na przyszłego otaku. Już zaczyna odczuwać wstręt do kreskówek i używać japońskich słówek, a jesteśmy dopiero przy teście na Chuunina, tj. trzydziesty-któryś odcinek. Do tego nie chciało mi się zajrzeć na bloga i napisać nowrj notki, po tym jak połowa mi się usunęła. Miałam prawo się wściec, bo pisałam to cztery razy i za każdym razem się usuwało. Po drugiej w nocy - dałam spokój.
Rozmawiałyśmy już na temat nominacji i postaramy się to załatwić w miarę szybko.
Więcej nic już nie pamiętam, za wszelkie moje literówki przepraszam, wszystkich moich błędów serdecznie żałuję i obiecuję poprawę, a Ciebie szanowny czytelniku/szanowna czytelniczko proszę o ocenienie i pozostawienie komentarza.
***
Chase leżał właśnie w swoim łóżku i z zamkniętymi oczami, próbował przemyśleć całą sytuację. Nagle do jego sypialni wpadły dwie kobiety.
-Chase, obódź się!-krzyknęła wiedźma swoim skrzeczącym głosem. Chase tylko prychnął na jej słowa.
-Nie śpię od godziny-oznajmił.
-Chase! Nowe wu!-skrzeknęła znowu.
-Nie obchodzą mnie te magiczne zabaweczki! Z tego co wiem, teraz powinna się objawić Maska Cienia. Możesz iść z Fate, niech się nowa wykarze-powiedział czarnowłosy, wstając z łóżka.
Fate już chciała coś odpysknąć, jednakże powstrzymała się. Do tego... człowieka powinna odczuwać respekt. To nie był kolejny nauczyciel czy opiekun, któremu wystarczyło zaprezentować ledwie cząstkę swoich umiejętności, aby uciekał jak najdalej. Wuya zaś, zapatrzyła się na ciało półnagiego Chase'a. Obrysowywała każdą odkrytą część jego boskiej sylwetki. Robiłaby to dalej, gdyby nie ta wstrętna, ruda smarkula.
-Idziemy?-spytała Fate.
-Co? A! Tak, chodźmy-odpowiedziała wiedźma.
Spojrzała jeszcze tęsknie w stronę idącego do łazienki Chase'a, po czym dogoniła dziewczynę. Chcąc przerwać ciszę panującą między nimi, postanowiła się odezwać:
-Więc... jesteś nowa w Heylinie, jakie masz moce?-spytała.
-Nie interesuj się-ucięła rozmowę młodsza. Wuya tylko prychnęła na te słowa.
-Gdzie jest to wu?-spytała Fate.
-W koloseum rzymskim-odpowiedziała bordowowłosa.
-Świetnie, tylko jak my się tam dostaniemy? Przecież jesteśmy w Tybecie, w Chinach!
-My w Heylinie mamy na to sposoby. Fate spodziewała się, że wiedźma użyje swojej mocy do przeniesienia ich do stolicy Włoch, jednak Wuya skręciła w stronę skrytki z wu i wyjęła Srebrzystą Mantę. Dopiero wtedy wyszły na zewnątrz i za pomocą wu dostały się do Rzymu. Fate od razu zaczęła szukać wu. Po chwili tknęła ją myśl, że przeszukiwanie takiego koloseum może trwać bardzo długo, więc trzeba logocznie pomyśleć, gdzie ono może się znajdować. Pierwsze o czym pomyślała to cesarz i jego... niby-loża. Rozpędziła się i za pomocą telekinezy doskoczyła do niby-loży. Rozejrza się, szukając świecącego przedmiotu. Zaprzestała czynności, gdy krzyki ze sceny odwróciły jej uwagę. Spojrzała w tamtą stronę. Stało tam kilkoro nastolatków. Jeden z nich miał, rzucające się w oczy, czerwone włosy. Ubrany był w długi, postrzępiony płaszcz, a na plecach miał plecak przypominający maskę. Inny chłopak przykuwający uwagę był niski i łysy, a jego głową przypominała idealną kulę. Ubrany był w czerwono-czarną szatę. Następny był wysoki i dobrze zbudowany chłopak w kowboyskim kapeluszu, który zakrywał jego krótkie, blond włosy. Ubrany był w błękitną koszulę i ciemne jeansy. Na nogach miał skurzane buty, a na rękach rękawice z tego samego materiału. Obok niego stała dziewczyna z różowo-biało-fioletowymi włosami upiętymi w wysoką kitkę. Ubrana była w krótkie ciemnozielone spodenki i białą koszulkę z czarnymi napisami. Na nadgarstkach miała kilka bransoletek, a na nogach miała zwyczajne adidasy.
Ostatni był chłopak o ciemnej karnacji. Miał brązowe włosy i zielone oczy koloru Avady. Fate uśmiechnęła się na to stwierdzenie. Megan była fanką Harry'ego Potter'a, więc często tak mówiła o zielonym kolorze. Mówiła to tak często, że jej przyjaciele też nie potrafili porównać soczyście zielonego do czegoś innego niż to zaklęcie zabijające. Wracając... Chłopak ubrany był w białą bluzę z kapturem i krótkim rękawem, oraz luźne, jasnobrązowe spodnie. Miał też okrągły medalion na szyi. Nagle zza szaty piłkogłowego wyślizgnął się wąż. Wyglądał dziwnie, jednak Fate nie poświęciła mu wiele uwagi, ponieważ pojawiło się mnóstwo robotów, które zaatakowały czwórkę dzieciaków. Żółty malec przeskoczył przez kilka z nich, wykonał salto i w monencie, gdy był odwrócony w stronę przeskoczonych robotów zatakował je wodą, która wytrysnęła z trzymanej przez niego niebieskiej kuli. Dziewczyna wykonała kilka szybkich ruchów, a płomienie wychodzące z jej rąk spaliły otaczające ją roboty.
Kowboy uderzył nogą w ziemię i wyrósł przed nim ogromny kamienny słóp. Niektóre roboty na niego wpadły, a pozostałe ominęły i zaczęły strzelać w stroę chłopaka, jednak porwał je wiatr, z niebieskiego miecza, którym brązowowłosy chłopak obracał, jak śmigłem. Posłał roboty na słóp, o który się rozbiły. W ten sposób wszystkie roboty został zniszczone. Chłopak w płaszczu zdążył się w tym czasie ulotnić. Był właśnie pod sceną i tam szukał Maski Cienia. Może i wszyscy uważali go za idiotę, ale wpadł na to, że Maska CIENIA może się znajdować w zacienionym miejscu. Fate wróciła do poszukiwania Magicznego Boskiego Narzędzia, jednak spełzło to na niczym. Postanowiła poszukać w innym miejscu i wylądowała tam, gdzie Jack. Po chwili pojawił się też żółty maluch. Po jego wcześniejszych wyczynach, rudowłosa kojarzyła go sobie z pchłą.
-Witaj, nieznajoma. Nazywam się Omi, a ty?-spytał grzecznie.
-Jak sam powiedziałeś, jestem nieznajomą. Taki dzieciak, jak ty nie powinien rozmawiać z nieznajomymi-odpowiedziała chłodno Fate i odeszła dalej szukać wu. Po chwili zauważyła jasne światło i usłyszała krzyki. Pobiegła w tamtym kierunku. Zdążyła tylko usłyszeć:
-Pojedynek Mistrzów!-wykrzyczeli obaj chłopcy, których spotkała pod sceną.
Wszystko zaczęło nagle migać. Pojawili się na wielkiej przestrzeni, a pośród nich były łańcuchy, klatki i pozostałości po koloseum.
-Gongi-Tam-Pai*-krzyknęli obaj.
Czerwonowłosy kliknął coś przy swoim plecaczku, a wtedy wysunęły się z niego swa śmigiełka, na których zaczął lecieć od klatki do klatki. Maluch zaczął skakać i biegać na łańcuchach, również zaglądając po drodze do klatek, wewnątrz których znajdowały się dzikie zwierzęta lub gladiatorzy-kościotrupy. Ich zadanie polegało na znalezieniu klatki z Maską i pokonaniu przeszkody. Po kilku skokach, Maluch zatrzymał się przy jednej z klatek i wszedł do niej. Po chwili czerwonowłosy wleciał do tej samej klatki. Wtedy pojedynek się skończył, a otoczenie wróciło do normy.
-Hura! Wygrałem!-cieszył się piłkogłowy, trzymając w rękach Maskę Cienia, Kulę Tornami i Kolec Piorunów.-Jednak z przyjaciółmi byłoby mi weselej.-Zasmucił się i pobiegł w stronę wyjścia na scenę.
Fate pobiegła za nim. Zobaczyła, jak maluch się potyka i wszystkie wu wypadają mu z rąk.
W sumie, to mogłabym jedno przynieść, skoro to test-pomyślała Fate i podeszła do niebieskiej kuli. W momencie, gdy ją dotknęła, zajaśniała złotym blaskiem.
-Pojedynek?-szepnęła.
-Najwyraźniej-odpowiedział maluch.-Wyzywam cię na Pojedynek Mistrzów! Stawiam mój Kolec Piorunów przeciwko twojemu... Eee-zająkał się.
Dziewczyna sięgnęła po maskę.
-Stawiam Maskę Cienia-powiedziała.
-Ej, to moje wu!-żąchnął się Mister Piłeczka.
-Leżało na ziemi, to wzięłam. Poza tym, nigdzie nie jest podpisane, że to twoje-odparła ruda.
-Uch. Będziemy uciekać przed strumieniami wody, ten kto pierwszy dotknie wody, przegrywa-oświadczył chłopak.
Fate pokiwała głową na znak, że rozumie.
-Pojedynek Mistrzów!-krzyknęli oboje, a otoczenie znowu się zmieniło. Tym razem byli na scenie, a na było mnóstwo kolumn i łuków. W niby-loży byli przyjaciele Mistera Piłeczki i Wuya. Oślę w czarnym płaszczu** zdążyło się już zmyć.
-Gongi-Tam-Pai!-krzyknęli i uchylili się przed lecącym w ich stronę strumieniem.
-Dalej, Omi! Uda ci się!-skandowali jego przyjaciele.
Więc on ma na imię Omi? Biedne dziecko, już Mister Piłeczka brzmi lepiej.-pomyśla ruda, o mało co nie zostając zalaną. W ostatniej chwili skuliła się za kolumną, by w następnej zrobić unik przez łuk.
Wybrał niekorzystną dla siebie formę walki. Przecież on używa wody do walki-zauważyła.
Wytężyła zmysły. Wzrokiem wyszukiwała żółtej pchły, próbując usłyszeć lecący w jej stronę strumień. Ten pomysł okazał się być skuteczny. Już po chwili biegła w stronę Omiego. Przeskoczyła strumień wody, a następnie popchnęła niespodziewającego się chłopaka, prosto w strumień zimnej wody. Maluch pchnięty siłą wody pod wysokim ciśnieniem, zatrzymał się na jednej z kolumn. Woda leciała na niego jeszcze przez kilka sekund. Gdy przestała, pojedynek zakończył się i wszystko wróciło do normy.
-Jak mogłem przegrać?! I to z dziewczyną?! Do tego jeszcze początkującą?!-krzyczał na siebie Omi.
-Nie martw się, następnym razem pójdzie ci lepiej-pocieszała go jedyna dziewczyna w drużynie.
-Masz rację! A do tego czasu będę dużo ćwiczył, by stać się jeszcze lepszym!-obiecał sobie.
-Dobra dzieciaki wracajmy już-zakomunikował wąż, po czym wyszedł z rękawa malucha i powiększył się do ogromnych rozmiarów.
Więc to jest jednak smok!-zdziwiła się Fate.
-My też już powinnyśmy wracać-zwróciła się do niej Wuya.-Srebrzysta Manta!-krzyknęła i już po chwili obie leciały w stronę Pałacu Ciemności.

*Gingi-tam-pai
Chyba nikt nie wie jak to się pisze

** Oślę w czarnym płaszczu
Chodzi, oczywiście, o Jacka. Kanon Forever!

piątek, 21 czerwca 2013

Rozdział VII


Tak, tak tym razem moja kole ;) (proszę nie zabijcie mnie za to) Tak więc...przejdźmy do notki:


-Meg? Widziałaś gdzieś Luka?
-Nie, a co?
-Prawdę mówiąc nie wiem, wysłał mi SMS-a, że chce się ze mną spotkać w kuchni, ale tam go nie było
-Nie, naprawdę nie wiem co znowu kombinuje. Właśnie, co zamierzasz założyć na dziś wieczór?
-Co? Nic, a ma być coś szczególnego dzisiaj?
-No pokaz fajerwerków!
-Co niby?
-Pokaz fajerwerków! El powiedziała Kat, Kat powiedziała Samowi, Sam-Tripowi, a Trip mnie, że organizowany ma być pokaz fajerwerków
-Nie chcę niszczyć twoich marzeń Megi, ale to tylko plotki, zresztą nieważne, ja idę szukać tego debila
Pokazu nie było. I tak to się właśnie zaczęło.
-Lukas! Jesteś tu?! To już nie jest śmie…-dziewczyna urwała, gdy dopadł ją zapach siarki. Zaczęła się krztusić. Dym. Naciągnęła stary szal na nos i rzuciła się dalej korytarzem.
To była noc.
Wszyscy zdążyli już zasnąć. Wszyscy oprócz niej oczywiście.  Było cicho. Za cicho. Cisza potęguje strach. Dziewczyna szła przed siebie. Spróchniałe deski trzeszczały pod jej ciężarem. Dymu było coraz więcej. Schodząc w dół otwierała kolejne drzwi. Tak. W dół. Do piwnicy. Trzeba spalić wszystko od podstawy. To było tak nagle. Jej oczy zaczęły łzawić. Ogień. Ogromne płomienie zdążyły pochłonąć już całą piwnicę. I dalej się rozprzestrzeniał.
Bip.
-…Fate…
Bip.
-…pomóż mi…
Bip.
-…proszę…
Dziewczyna obudziła się dysząc ciężko. Cała oblana była lodowatym potem. Z niemałą trudnością oddychała. Po jej  policzkach mimowolnie zaczęły płynąć łzy. Rękoma ścisnęła głowę i mocno zacisnęła powieki jakby próbując wyprzeć z myśli nieprzyjemny sen. Powoli znowu otworzyła oczy i ostrożnie się rozejrzała.
W pokoju panowała ciemność. Wszystko było w niej zatopione. Szafki, biórko łóżko,  komoda, nawet drzwi były teraz tylko zarysowanymi niewyraźnie kształtami.
Bip.
Dźwięk dochodził z komórki, którą dziewczyna wciąż kurczowo trzymała. Fate otworzyła klapkę telefonu niemo obserwując własne ruchy.

Nowa wiadomość
Czas zacząć przedstawienie
X

Dziewczyna głośno westchnęła. Nie wiedząc czemu, może z racji, że była 3 nad ranem, ale nie czuła się nawet ani trochę tym zaciekawiona. Bardziej znudzona i trochę senna. Spokojnie wstała z ziemi i udała się do łazienki. Normalną osobę pewnie po nocy spędzonej na podłodze wszystko by bolało. Szkoda, że nie była jak reszta. A może i nie?
Po załatwieniu wszystkich swoich spraw i przebraniu się nareszcie zeszła na dół do jadali. Nikogo nie zastała wchodząc do wielkiego pomieszczenia. Jasne, że nikogo tu nie ma kretynko, kto je śniadanie o 4 rano?! Ale było tu tak cicho. I była sama. Przyzwyczaiła się do samotności. Ale tutaj nie mogła znieść wrażenia, że jest obserwowana. Wrażenia, że ktoś cały czas patrzy co ona robi. Powoli doprowadzało ją to do…właśnie - do czego? Do szaleństwa….
Niespodziewanie do pokoju wpadła Wuya cała w nieładzie.
-Gdzie Chase?!-zwróciła się do dziewczyny.
-Mistrz? Nie wiem niestety, czy coś się stało?
-Ujawniło się nowe WU

TA-TA-TA
Tak właśnie tu urwę
Tak wiem, że jestem wredna ;p
A tak apropo złych/niezłych wiadomości przez następny miesiąc blog zostawiam w rękach Kate, ze względu no mój następny wyjazd
Życzcie mi powodzenia i żeby mnie nie zjedli jak będę przejeżdżać przez Rumunię
I niech Heylin będzie z wami ;)

piątek, 14 czerwca 2013

Rozdział VI

Scar pojawił się nagle na jednym z kwiatów lilii wodnych. W oddali widać było ogromny, wręcz baśniowy pałac. Białowłosy rozłożył skrzydła i razem z innymi aniołami zaczął lecieć w kierunku Akademii.
Gdy wylądował (tym razem majestatycznie), podszedł do niego jeden z profesorów. Mężczyzna ten miał długie, srebrne włosy i stalowe oczy. Żaden z ludzi nie zarzuciłby mu wieku powyżej dwudziestu pięciu lat. Jego błękitna szata podkreślała idealnie wyrzeźbione ciało.
-Witaj, Scarze-przywitał się.
-Dzień dobry, Adamie-odpowiedział skinąwszy głową Scar.
-Co cię sprowadza do Akademii?
-Mam pewien problem z moim bratem...
-To ten człowiek, który został ci przydzielony?
-Tak, ten sam.
-Jaki konkretnie masz problem?
-To nie jest odpowiednie miejsce na rozmowę...
-Rozumiem. Chodźmy do mnie-zaproponował nauczyciel i wzbił się w powietrze.
Tuż za nim wzbił się Scar.
Lecieli w kierunku jednej z wież - przeznaczonej na sypialnie nauczycieli. Mimo tego, że nikt nie potrzebował snu, ich Władca - Jahwe - chciał dać im własny kąt, trochę prywatności, tylko dla siebie.
Wylądowali na jednym z korytarzy i zaczęli kierować się w stronę pokoju srebrnowłosego. Pokoje na ogół były tak samo wyposarzone. Przy dużym oknie stał stół i dwa krzesła naprzeciwko siebie. Po lewej stronie stało pięknie rzeźbione łoże z ciemnego drzewa. Na miękkim materacu, przy zagłówku, leżało mnóstwo różnej wielkości poduszek. Po prawej stronie były drzwi do łazienki, z której mieszkańcy nieba nie musieli korzystać, ale często brali odprężające kąpiele. Gdy weszli, Adam machnął dłonią, a na stole pojawiły się dwie filiżanki, imbryk i talerzyk z ciastkami. Usiadł przy stoliku, a z imbryka wyskoczył mały wróżek ociekający herbatą.
-Ori, co ty tu robisz?-spytał zdziwiony Adam i zaczął wycierać wróżka.
-Spałem, dziękuję za pobudkę-odpowiedział Ori pretensjonalnie.
-Nie wiedziałem, że lubisz spać w moim ibryku-uśmiechnął się Adam.
-To było niechcący... Mam do ciebie wiadomość, ale nie wiedziałem, gdzie jesteś, a że wcześniej byłem najedzony... a twój imbryk był bliżej niż łóżko...-zaczął plątać Ori.
-A jaką miałeś dla mnie wiadomość?
-Em... Ten tego... Dobra! Lubię spać w twoim imbryku!-wykrzyknął wróżek.
Następnie skrzyżował ręce i z obrażoną miną usiadł na stoliku.
-Nie obrażaj się, Ori. Nie chcemy ci dokuczyć, ani cię obrazić. Chcieliśmy tylko porozmawiać przy herbacie i zdziwiła nas twoja obecność. Następnym razem będziemy wiedzieli, że mamy cię obudzić-powiedział uspokajająco Scar.
-A o czym chcieliście porozmawiać?-spytał zaciekawiony wróżek.
-To prywatna sprawa...-odpowiedział Scar rumieniąc się.
-W takim razie spotkamy się jutro-powiedział Ori i wyleciał przez okno.
-Więc?-spytał Adam.
-Mam pewien problem z bratem...
-Jaki?
-Nie mogę odczytać jego uczuć.
-Jak to?
-Nie mam pojęcia. Płakał, spojrzałrm w jego oczy i nic z nich nie wyczytałem...
-Wspominałeś, że twój brat jest aniołem...
-Ale nawet o tym nie wiedział!
-Nie unoś się tak. Możesz mi o nim powiedzieć coś jeszcze? Jakiej jest rasy?
-Jest aniołem, upadłym aniołem,...
-Jednocześnie?
-No bo... Nasz ojciec... biologiczny był aniołem, a Chase jest zły, więc... Jest aniołem i upadłym aniołem. Dodatkowo ma w sobie kociego demona, jednakże Chase miał go praktycznie od urodzenia, dlatego ich osobowości się połączyły i żaden nie góruje nad drugim. Chase i ja jesteśmy sierotami, ponieważ Chase urodził się z Blizną...
-Blizną? Chcesz mi powiedzieć, że twój brat jest... Łowcą?
-Nie... nie jest... zabrałem go i ukryłem... w innym wymiarze. Ale kiedy tu wrócił... nic nie pamiętał. Nawet mnie...-Scarowi coraz trudniej było mówić.
-Scarze, nie martw się. Stracił pamięć w wyniku zaklęcia, więc da się ją odzyskać-mówił pocieszająco Adam.
-Ale i tak czuję się winny...-mówił coraz ciszej białowłosy.
-Nie martw się... Mogę przeszukać księgi w bibliotece i spytać dyrektora-obiecał nauczyciel.
-Naprawdę?!-ucieszył się Scar.
-Jestem aniołem, mam wolną wolę, ale najlepszego przyjaciela bym nie okłamał-powiedział Adam patrząc mu w oczy.
Scar odwzajemnił mu się szczerym uśmiechem.
-Może odwiedzisz mnie jutro?-spytał z nadzieją.
-Chętnie. Będę szczęśliwy mogąc poznać mojego nowego ucznia.
-Tak... bo... On nie chce uczęszczać do Akademii... On się boi... może udawać, że nie chce, ale... on... ja... chciałbym jedynie wiedzieć dlaczego...
-Nie martw się i zostaw to mnie.
-Dziękuję.
-Cieszę się, że złożyłeś mi wizytę, jednakże jest już późno w tamtej części Ziemii, więc chyba powinieneś już wracać...
-Spotkamy się u mnie z w przyszłym tygodniu.
-Chętnie. Do zobaczenia!-powiedział Adam i patrzył na wylatującego przez okno anioła. Dawniej jego ucznia, dzisiaj przyjaciela.
***
Napisałam kolejną notkę, ale żeby napisać kolejną - muszę poznać wasze zdanie o moim pomyśle. Zamierzam zrobić z Adama i Scara ukochanych (bo do TEGO jeszcze nie doszło), ale nie wiem, czy mogę... znaczy mogę, ale nie wiem czy was (czytelników i czytelniczek) to nie zrazi ^^" Dlatego napiszcie w komentarzah co sądzicie o tej parze. Nie będę czekać, aż wszyscy napiszą swoje opinie, ale mogę poczekać dwa, lub trzy tygodnie. Życzę fajnych wakacji, bo ode mnie notka pojawi się pewnie dopierp po tych dwóch/trzech tygodniach.

piątek, 7 czerwca 2013

Rozdział V

Chase medytował w jednym z ogrodów, gdy nagle zauważył białowłosą postać lecącą w jego stronę. Szybko rozpoznał swojego... brata. Nadal nie mógł się do tego przyzwyczaić. Scar coraz bardziej zniżał swój lot. Gdy był kilka metrów nad ziemią, próbował zgrabnie i majestatycznie, jak na anioła przystało, wylądować. I udało mu się, zgrabnie i majestatycznie wylądował na Chasie.
-Witaj, braciszku. Martwiłem się o ciebie-powiedział ściskając czarnowłosego za szyję.
-Aha... Wygodnie ci?-spytał już lekko podirytowany Chase uderzając palcami o ziemię.
-Tak! Dziękuję, że pytasz!-wykrzyknął uradowany anioł.-Muszę przyznać, że bez tej zbroi byłbyś wygodniejszy.
-Dzięki za informację następnym razem jak będzesz chciał na mnie poleżeć założę miekki sweterek!
-Naprawdę?! Zrobisz to dla mnie?!
-Nie! A teraz złaź ze mnie!
-Zachowujesz się bardzo niegrzecznie... Będziemy musieli popracować nad twoim charakterem i szacunkiem do starszych.
Chase, nie chcąc dłużej ciągnąć tej bezcelowej konwersacji, zwalił z siebie brata i wszedł do pałacu. Prawie biegł kierując się do swojej komnaty. Nie wiedział czemu te słowa wywołały u niego żal.
-Może dlatego, że ojciec wypowiedział kiedyś podobne słowa?-spytał sam siebie i poczuł coś wilgotnegona swej twarzy.
Otarł szybko oczy. Kto to słyszał, aby Książę Ciemności płakał?! I to z tak błachego powodu, jak słowa brata i ojca?
Nagle zobaczył białe światło, które zaczęło formować się w postać. Patrzył oniemiały na swojego brata.
-Chase!-krzyknął przestraszony, podbiegając do niego.-Co się stało?-spytał spokojniej,  trzymając go za ramiona i próbując spojrzeć mu w oczy.
Bezskutecznie, ponieważ czarnowłosy uporczywie spuszczał wzrok. Po jego policzkach nadal spływały łzy.
-Braciszku...-szepnął.
Chase nadal milczał i drżał powstrzymując łzy, które białowłosy delikatnie otarł.
-Co się stało spytał unosząc twarz brata, aby spojrzeć mu w oczy.-Coś powiedziałem?-stwierdził bardziej niż spytał.
Czarnowłosy zacisnął powieki i kiwnął głową.
-Powiesz mi o co chodzi?-spytał z nadzieją.
-Nie-szepnął Chase i wstał.
Otworzył drzwi i wskazując na nie powiedział:
-Już późno, chcę się położyć.
-Dobrze... Ale pamiętwj, że tłumienie w sobie cierpienia może doprowadzić do tragedii-powiedział i wyszedł.
Chase jeszcze chwilę patrzył na drzwi, o czym pokręcił głową i zaczął przygotowywać się do snu.
W tym samym czasie, Scar szedł zamyślony przez pałac.
Co mogło go tak zasmucić? Przecież jestem aniołem... Aniołem Stróżem... Jego Aniołem Stróżem... Powinieniem wiedzieć. Przecież spojrzałem w jego oczy. Powinienem to dostrzec, wyczytać coś. Czytanie z oczu i chronieniem się przed tym to coś, co umieją tylko anioły wyższej rangi. Chase nim nie jest-myślał, aż dotarł do swojej komnaty. Wszedł do niej i zamknąwszy drzwi na klucz powiedział do siebie:
-Będę musiał to sprawdzić-szepnął i pstryknąwszy palcami przeniósł się do swojej Anielskiej Akademii.

piątek, 24 maja 2013

Przepraszam...

Niestety nie zdążyłam...
Tak właśnie- przyznaję się bez bicia-zawaliłam
Ode mnie już w maju notki niestety nie będzie- mam nieoczekiwany wyjazd ( Anglioo nadchodzęę)
SPRÓBUJĘ napisać coś przez wyjazd, ale nie oczekujcie niczego wielkiego
Jest cień szansy, że Kate jeszcze coś wkleji, ale ode mnie niczego nie oczekujcie-walczyłam dzielnie i niestety poległam
(PS. Dla Raylie- chyba jedynej osoby, która czyta ten blog: przepraszam, że nie zostawiałam u ciebie ostatnio komentarzy, ale czytałam nowe notki i są genialne, i cały czas gdy czytam jestem ciekawa co będzie dalej *brawo*)
Tak więc jeszcze raz przepraszam
Katerina

piątek, 26 kwietnia 2013

Rozdział IV


         Rozdział IV 

Na początek muszę wszystkich przeprosić za to jak dłogo nie było notki, ale rozumiecie jedna autorka ma zastuj wyobraźni, a ta druga chyba coś sobie zrobiła (znaków życia-brak), tak samo brak czasu (nauczyciele nie mają co robić tylko nam dodatkowe zadania dawać) oraz przez pewien czas miałam "malutki" problem z komputerem, ale już OK. Po drugie - jak zauważyliście jest blog ma nowy wystrój nad którym oczywiście jeszcze pracuję, więc jakby coś było nie tak dawajcie znać i po trzecie wasza upragniona notka (może krótka i nie najlepsza, ale nienawidze pisać w pośpiechu, a druga autorka dość często mnie poganiała): 


            Noc. Otchłań, którą rozświetlają tysiące gwiazd. Czasem gdy jakaś spadnie ludzie zamykają oczy myśląc życzenie. Jakie to są prośby? Banalne. Dorośli proszą o pieniądze, nastolatki o miłość lub popularność, a dzieci o zabawki, które i tak po paru dniach im się znudzą. Czy którekolwiek z nich prosiło o ciepły posiłek, miękkie łóżko czy rodzinę, która by krzywo na ciebie nie patrzyła.  O to właśnie prosiła Fate. Podchodziła po cichu do okna i patrzyła w niebo dopóki nie zasnęła. Marzyła, że kiedyś ktoś po nią przyjdzie. Zaopiekuje się nią. Będzie chciana.

…Ale marzenia nigdy się nie spełniają…


           Fate po cichu wymknęła się ze swojej komnaty.  Wszystkie jej zmysły znacznie się wyostrzyły od momentu gdy tu przyjechała. Rada Heylinu nic jej nie powiedziała. Ogłosiła tylko, że będzie się uczyć pod okiem wielkiego mistrza.  Ta cała rada Heylińska nie musiała używać siły żeby ją z stamtąd wyciągnąć. Miała nauczyć się walczyć, jednak odkąd tu jest nie było żadnego treningu i nadal nie znała swojej roli tutaj.  Nie było jej tu źle. Było znacznie lepiej niż tam-w sierocińcu. Znacznie lepiej: smaczne posiłki, ciepła woda w kranie i miękkie łóżko, ale chciała wiedzieć więcej. Szła przed siebie. Coś ciągnęło ją w głąb pałacu. Czuła, wiedziała, że tam powinna teraz być. Jej przeczucia nigdy jeszcze nie zawiodły. Chociaż faktycznie często wpędzały ją w niezłe tarapaty. Właśnie teraz, pierwszy raz od dawna nie miała pewności czy dobrze robi wymykając się. Nikt jej nie pozwolił wychodzić ani szwendać się po korytarzach, a jej mistrz chyba nie należał do osób szczególnie wyrozumiałych.  
Od najmłodszych lat wiedziała wszystko o każdym zanim jeszcze zaczęła z nim rozmawiać. Po prostu umiem patrzeć myślała często, ale to nie było normalne. Teraz kiedy sobie przypominała przez co musiała przechodzić….i to tylko przez to…Mamo czy to dlatego mnie zostawiłaś? Czy ty też miałaś mnie za dziwoląga? Dlatego mnie zostawiłaś? Chcę wiedzieć…co ze mną nie tak…Muszę poznać prawdę...
Dziewczyna zatrzymała się. W powietrzu wisiał dziwny zapach siarki. Poza tym  ktoś tu był. I nadal jest. Od ścian echem zaczęły odbijać się czyjeś kroki jednak dziewczyna wciąż nikogo nie widziała.

-Halo? Ktoś tu jest? Mistrzu? Wuya?- pytała, ale nikt nie odpowiadał.

Lepiej będzie jak wrócę do siebie, już i tak za bardzo odeszłam od pokoju.

Nie podobało jej się to. Przez chwilę wydawała się jakby przestraszona. W drodze do komnaty cały czas oglądała się za siebie sprawdzając czy nikt za nią nie idzie. Ale nie było nikogo. A dziewczyna wciąż czuła czyjś oddech na karku.  Wbiegła do komnaty i zatrzaskując za sobą drzwi zjechała po nich w dół. Po prostu to sobie wyobraziłam. Wciąż starała się uspokoić oddech. Coś zawibrowało w kieszeni jej bluzy. Komórka? Telefon wyglądał na stary i był gdzieniegdzie  trochę jakby przypalony.
Ręce dziewczyny zaczęły się trząść. To był prezent od jej starej przyjaciółki. Nie wiedziała już co się z nią działo. Straciły ze sobą całkowity kontakt. Ale…tak komórka…ona spłonęła w pożarze…razem z Luckasem…Skąd się tutaj wzięła i jak?Dziewczyna ślepo wpatrywała się w wibrujący telefon. Przed jej oczami przeleciały wspomnienia z tamtego dnia. Drżącymi wciąż dłońmi otworzyła klapkę komórki.
Masz 1 nową wiadomość. 

 Co mogłabyś zrobić żeby poznać prawdę?
                                      X
X? prawdę? To żart? 
-...Zrobiłabym wszystko...-wyszeptała wciąż nic nie rozumiejąc -Wszystko
Siedzę na podłodze, pod drzwiami w jakimś dziwnym pałacu z tygrysami zmieniającymi się w ludzi,  wpatrując się w niebo i trzymając w ręku komórkę, która żekomo spłonęła w pożarze rok temu. Heh. 
-Nic mnie już chyba nie zaskoczy

Masz 1 nową wiadomość.

Jesteś tego pewna?
                                        X

Pocieszcie się (a może i nie), że następna notka będzie szybciej i może będzie dłuższa



czwartek, 28 marca 2013

Rozdział III

Mijał trzeci dzień od pojawienia się Scara. Chase ani razu nie wyszedł ze swojego pokoju. Nikt mu nie przeszkadzał. Nawet Wuya rozumiała, że musi on wszystko przemyśleć.
Wuya, Fate i Scar jedli właśnie obiad, gdy Chase postanowił się na nim pojawić.
–Chase, wszystko w porządku?–spytała bordowowłosa.
–Nie–odpowiedział krótko Chase.
–Ale wyszedłeś z pokoju, to już coś–powiedział Scar.
–Czemu wyszedłeś... mistrzu?–spytała Fate.
–Nudziło mi się–odpowiedział czarnowłosy.
–Nudziło ci się?–powtórzyła Wuya.
–To właśnie powiedziałem–odpowiedział Chase.
–Skoro wyszedłeś z pokoju, to będziemy mogli zacząć trening... Tobenai–powiedział Scar i wybuchnął śmiechem.
–Tobenai?–powtórzyła Wuya.
–A tobie co? „Repet" ci się załączył?–spytał białowłosy. –Tobenai, czyli nielot. To anioł, który jeszcze nie umie latać Często są to uczniowie pierwszego roku w Heaven Academy–wytłumaczył.
–Nie chcę–powiedział Chase.
–Co?...–spytał Scar.
–Nie chcę się uczyć latać–powtórzył czarnowłosy.
–Ale, czemu?–spytał starszy z Young'ów.
–Po prostu nie chcę–powiedział cicho złotooki.
–Chase...–szepnął Scar i chciał położyć mu dłoń na ramieniu, gdy ten wstał.
–Wyhodzę–zakomunikował.–Nie czekajcie na mnie–dodał i wyszedł z jadalni.
Po chwili już biegł po zielonej łące. Nie patrzył dokąd biegnie. Zdał sobie sprawę gdzie jest dopiero, kiedy nagle zobaczył przed sobą bramę kasztoru Senshi. Przed klasztrem stał już Guan i kilku lepiej wyszkolonych uczniów. Czarnowłosy nagle się zatrzymał, poślizgnął na trawie i przewrócił. Zauważył, że Guan uśmiechnął się widząc to.
–Co cię tu sprowadza?–spytał mnich, gdy jego były przyjaciel w końcu wstał.
–Jestem tu przypadkiem–odpowiedział brunet przez zaciśnięte zęby.
Przez chwilę stali w ciszy.
Mnich otwierał usta by coś powiedzieć, jednak Chase go ubiegł.
-Do zobaczenia-pożegnał się chłodno i odbiegł w przeciwną stronę. Skierował się w stronę swojego pałacu. Chciał obejrzeć stary klasztor. Nie spodziewał się, że nadal funkcjonuje i że Guan jest tam mistrzem.
Zrobiło się już całkiem ciemno. Na niebie widać było pierwsze gwiazdy. Zwolnił bieg i spojrzał w górę. Położył się na trawie i zaczął szukać znanych konstelacji. Ma przecież dużo czasu. Nagle zauważył Scara szybującego po nocnym niebie. Białowłosy również go zauważył i szybko zleciał na ziemię.

sobota, 5 stycznia 2013

Rozdział II

Trochę to trwało, ale dodaję końcu kolejny rozdział.
***
-Chase! Chase! Wstawaj w końcu!-budził go ktoś.
Otworzył oczy i przeciągnął się. Spojrzał na osobę.
-Wuya, a co ty tu robisz?-spytał zaspanym głosem.
-Przyszłam cię obudzić. Wiesz w ogóle, która jest godzina?-spytała.
-Nie, a która jest?-spytał pocierając oko otwartą dłonią.
Zaczynał się powoli budzić.
-Pierwsza-odpowiedziała Wuya.-Nawet ja tyle nie śpię-skomentowała.
-Świetnie-jęknął czarnowłosy i opadł na poduszki.-Możesz wyjść?-spytał.
-Czekam na obiedzie-powiedziała wychodząc.
Chase wstał w momence, w którym trzasnęły drzwi. Poszedł do łazienki i orzeźwił się. Gdy wyszedł był już mniej więcej obudzony i zaczął się uberać. Założył swoją zbroję, rozczesał włosy i poszedł na śnadan... tj. obiad.
Wszedł d sali i zobaczył w nich Wuyę i swoją uczennicę. Usiadł na swoim miejscu i bez słowa zajął się swoim daniem. Obiad mijał w ciszy. W końcu Wuya nie wytrzymała.
-O której poszedłeś wczoraj spać?-spytała.
-O tej co zwykle-odpowiedział spokojnie, nawet na nią nie patrząc.
-A o czym śniłeś?-spytała znowu.
Książę Ciemności zastanowił się przez chwilę. Zamknął oczy i zarszczył brwi. Przypomniał sobie sen.
-O aniele-odpowiedział szczerze.
-Aniele?-zaciekawiła się wiedźma.
-Tak, aniele. Wiesz, taki ze skrzydłami, w białej szacie... Kogoś mi przypominał...-zastanowił się.
-Aha...
Chase skończywszy jeść, chciał wstać od stołu, gdy nagle ktoś przeszedł przez drzwi. Chase obrócił się na krześle.
To ten anioł, który mi się śnił!-pomyślał zdziwiony Chase.
Anioł miał krótkie, sterczące na wszystkie strony, białe włosy. Ubrany był w biały t-shirt, jasną, skórzaną kurtkę, jeans'owe spodnie z szerokimi nogawkami i najzwyklejsze buty.  Na ustach gościł mu szczery uśmiech, a z pleców wyrastała para śnieżnobiałych skrzydeł.
-Tu jesteś!-krzyknął.-Szukam cię po całym Tybecie!-powiedział.
-Kim jesteś?-spytał Chase marszcząc brwi.
-Twoim starszym bratem-odpowiedział anioł.
-Kim?-zdziwili się wszyscy.
-Jestem starszym bratem Chase'a-powtórzył skrzydlaty.
-Ale ja nie mam starszego brata!-oburzył się czarnowłosy.
-Aaa... Bo ty nie wiesz!-walnął się otwartą dłonią w czoło anioł.
-Niby czego nie wiem?-spytał Chase.
-Dobra... Eee... Zacznijmy od początku... Jestem Scar. Jestem twoim starszym bratem, ale mam inną matkę-powedział.
-Co?!-krzyknął Chase i wstał od stołu.
-Nasz ojciec był aniołem. Chyba nie myślałeś, że związałby się z elficą na stałe?-spytał ironicznie Scar.
-El-elficą?!-wykrzyknął Chase.-Wychowałem się w ludzkiej rodzinie!-krzyknął oburzony.
Teraz to Scar się zdziwił.
-Ty naprawdę nie wiesz?-spytał cicho.
-Czego nie wiem?-Władca Heylinu zaczynał się już powoli denerwować.
Scar zacisnął dłonie w pięści.
-Jak mogli ci nie powiedzieć? Na dodatek oddali cię jacymś obcym ludziom, którzy traktowali cię jak jakiegoś wyrzutka. Gdybym wiedział od razu bym cię stamtąd zabrał-mówił do siebie.
Przez chilę panowała niezręczna cisza. Słychać było jedynie łkanie Scara. Chase wyraźnie chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co. Westchnął tylko i spuścił wzrok. Pdszedł do anioła i położył mu dłoń na ramieniu.
-Może... Chodź, opowiesz mi wszystko na spokojnie-zaproponował i wymusił na twarzy coś na kształt uśmiechu.
-D-dobrze-szepnął Scar i poszedł za Chasem do jego sypialni.
~*~
Chase po usłyszeniu historii, którą opowiedział mu Scar usiadł na łóżku i opierając łokcie o kolana złapał się za głowę.
-Rozumiem, że to może być dla ciebie trudne, ale...-zaczął Scar.
-Dlaczego dowiaduję się dopiero teraz?-przerwał mu Chase.-Czemu musiałem na to czekać tyle lat, aby dowiedzieć się prawdy o własnych rodzicach?-spytał szeptem.