piątek, 21 czerwca 2013

Rozdział VII


Tak, tak tym razem moja kole ;) (proszę nie zabijcie mnie za to) Tak więc...przejdźmy do notki:


-Meg? Widziałaś gdzieś Luka?
-Nie, a co?
-Prawdę mówiąc nie wiem, wysłał mi SMS-a, że chce się ze mną spotkać w kuchni, ale tam go nie było
-Nie, naprawdę nie wiem co znowu kombinuje. Właśnie, co zamierzasz założyć na dziś wieczór?
-Co? Nic, a ma być coś szczególnego dzisiaj?
-No pokaz fajerwerków!
-Co niby?
-Pokaz fajerwerków! El powiedziała Kat, Kat powiedziała Samowi, Sam-Tripowi, a Trip mnie, że organizowany ma być pokaz fajerwerków
-Nie chcę niszczyć twoich marzeń Megi, ale to tylko plotki, zresztą nieważne, ja idę szukać tego debila
Pokazu nie było. I tak to się właśnie zaczęło.
-Lukas! Jesteś tu?! To już nie jest śmie…-dziewczyna urwała, gdy dopadł ją zapach siarki. Zaczęła się krztusić. Dym. Naciągnęła stary szal na nos i rzuciła się dalej korytarzem.
To była noc.
Wszyscy zdążyli już zasnąć. Wszyscy oprócz niej oczywiście.  Było cicho. Za cicho. Cisza potęguje strach. Dziewczyna szła przed siebie. Spróchniałe deski trzeszczały pod jej ciężarem. Dymu było coraz więcej. Schodząc w dół otwierała kolejne drzwi. Tak. W dół. Do piwnicy. Trzeba spalić wszystko od podstawy. To było tak nagle. Jej oczy zaczęły łzawić. Ogień. Ogromne płomienie zdążyły pochłonąć już całą piwnicę. I dalej się rozprzestrzeniał.
Bip.
-…Fate…
Bip.
-…pomóż mi…
Bip.
-…proszę…
Dziewczyna obudziła się dysząc ciężko. Cała oblana była lodowatym potem. Z niemałą trudnością oddychała. Po jej  policzkach mimowolnie zaczęły płynąć łzy. Rękoma ścisnęła głowę i mocno zacisnęła powieki jakby próbując wyprzeć z myśli nieprzyjemny sen. Powoli znowu otworzyła oczy i ostrożnie się rozejrzała.
W pokoju panowała ciemność. Wszystko było w niej zatopione. Szafki, biórko łóżko,  komoda, nawet drzwi były teraz tylko zarysowanymi niewyraźnie kształtami.
Bip.
Dźwięk dochodził z komórki, którą dziewczyna wciąż kurczowo trzymała. Fate otworzyła klapkę telefonu niemo obserwując własne ruchy.

Nowa wiadomość
Czas zacząć przedstawienie
X

Dziewczyna głośno westchnęła. Nie wiedząc czemu, może z racji, że była 3 nad ranem, ale nie czuła się nawet ani trochę tym zaciekawiona. Bardziej znudzona i trochę senna. Spokojnie wstała z ziemi i udała się do łazienki. Normalną osobę pewnie po nocy spędzonej na podłodze wszystko by bolało. Szkoda, że nie była jak reszta. A może i nie?
Po załatwieniu wszystkich swoich spraw i przebraniu się nareszcie zeszła na dół do jadali. Nikogo nie zastała wchodząc do wielkiego pomieszczenia. Jasne, że nikogo tu nie ma kretynko, kto je śniadanie o 4 rano?! Ale było tu tak cicho. I była sama. Przyzwyczaiła się do samotności. Ale tutaj nie mogła znieść wrażenia, że jest obserwowana. Wrażenia, że ktoś cały czas patrzy co ona robi. Powoli doprowadzało ją to do…właśnie - do czego? Do szaleństwa….
Niespodziewanie do pokoju wpadła Wuya cała w nieładzie.
-Gdzie Chase?!-zwróciła się do dziewczyny.
-Mistrz? Nie wiem niestety, czy coś się stało?
-Ujawniło się nowe WU

TA-TA-TA
Tak właśnie tu urwę
Tak wiem, że jestem wredna ;p
A tak apropo złych/niezłych wiadomości przez następny miesiąc blog zostawiam w rękach Kate, ze względu no mój następny wyjazd
Życzcie mi powodzenia i żeby mnie nie zjedli jak będę przejeżdżać przez Rumunię
I niech Heylin będzie z wami ;)

piątek, 14 czerwca 2013

Rozdział VI

Scar pojawił się nagle na jednym z kwiatów lilii wodnych. W oddali widać było ogromny, wręcz baśniowy pałac. Białowłosy rozłożył skrzydła i razem z innymi aniołami zaczął lecieć w kierunku Akademii.
Gdy wylądował (tym razem majestatycznie), podszedł do niego jeden z profesorów. Mężczyzna ten miał długie, srebrne włosy i stalowe oczy. Żaden z ludzi nie zarzuciłby mu wieku powyżej dwudziestu pięciu lat. Jego błękitna szata podkreślała idealnie wyrzeźbione ciało.
-Witaj, Scarze-przywitał się.
-Dzień dobry, Adamie-odpowiedział skinąwszy głową Scar.
-Co cię sprowadza do Akademii?
-Mam pewien problem z moim bratem...
-To ten człowiek, który został ci przydzielony?
-Tak, ten sam.
-Jaki konkretnie masz problem?
-To nie jest odpowiednie miejsce na rozmowę...
-Rozumiem. Chodźmy do mnie-zaproponował nauczyciel i wzbił się w powietrze.
Tuż za nim wzbił się Scar.
Lecieli w kierunku jednej z wież - przeznaczonej na sypialnie nauczycieli. Mimo tego, że nikt nie potrzebował snu, ich Władca - Jahwe - chciał dać im własny kąt, trochę prywatności, tylko dla siebie.
Wylądowali na jednym z korytarzy i zaczęli kierować się w stronę pokoju srebrnowłosego. Pokoje na ogół były tak samo wyposarzone. Przy dużym oknie stał stół i dwa krzesła naprzeciwko siebie. Po lewej stronie stało pięknie rzeźbione łoże z ciemnego drzewa. Na miękkim materacu, przy zagłówku, leżało mnóstwo różnej wielkości poduszek. Po prawej stronie były drzwi do łazienki, z której mieszkańcy nieba nie musieli korzystać, ale często brali odprężające kąpiele. Gdy weszli, Adam machnął dłonią, a na stole pojawiły się dwie filiżanki, imbryk i talerzyk z ciastkami. Usiadł przy stoliku, a z imbryka wyskoczył mały wróżek ociekający herbatą.
-Ori, co ty tu robisz?-spytał zdziwiony Adam i zaczął wycierać wróżka.
-Spałem, dziękuję za pobudkę-odpowiedział Ori pretensjonalnie.
-Nie wiedziałem, że lubisz spać w moim ibryku-uśmiechnął się Adam.
-To było niechcący... Mam do ciebie wiadomość, ale nie wiedziałem, gdzie jesteś, a że wcześniej byłem najedzony... a twój imbryk był bliżej niż łóżko...-zaczął plątać Ori.
-A jaką miałeś dla mnie wiadomość?
-Em... Ten tego... Dobra! Lubię spać w twoim imbryku!-wykrzyknął wróżek.
Następnie skrzyżował ręce i z obrażoną miną usiadł na stoliku.
-Nie obrażaj się, Ori. Nie chcemy ci dokuczyć, ani cię obrazić. Chcieliśmy tylko porozmawiać przy herbacie i zdziwiła nas twoja obecność. Następnym razem będziemy wiedzieli, że mamy cię obudzić-powiedział uspokajająco Scar.
-A o czym chcieliście porozmawiać?-spytał zaciekawiony wróżek.
-To prywatna sprawa...-odpowiedział Scar rumieniąc się.
-W takim razie spotkamy się jutro-powiedział Ori i wyleciał przez okno.
-Więc?-spytał Adam.
-Mam pewien problem z bratem...
-Jaki?
-Nie mogę odczytać jego uczuć.
-Jak to?
-Nie mam pojęcia. Płakał, spojrzałrm w jego oczy i nic z nich nie wyczytałem...
-Wspominałeś, że twój brat jest aniołem...
-Ale nawet o tym nie wiedział!
-Nie unoś się tak. Możesz mi o nim powiedzieć coś jeszcze? Jakiej jest rasy?
-Jest aniołem, upadłym aniołem,...
-Jednocześnie?
-No bo... Nasz ojciec... biologiczny był aniołem, a Chase jest zły, więc... Jest aniołem i upadłym aniołem. Dodatkowo ma w sobie kociego demona, jednakże Chase miał go praktycznie od urodzenia, dlatego ich osobowości się połączyły i żaden nie góruje nad drugim. Chase i ja jesteśmy sierotami, ponieważ Chase urodził się z Blizną...
-Blizną? Chcesz mi powiedzieć, że twój brat jest... Łowcą?
-Nie... nie jest... zabrałem go i ukryłem... w innym wymiarze. Ale kiedy tu wrócił... nic nie pamiętał. Nawet mnie...-Scarowi coraz trudniej było mówić.
-Scarze, nie martw się. Stracił pamięć w wyniku zaklęcia, więc da się ją odzyskać-mówił pocieszająco Adam.
-Ale i tak czuję się winny...-mówił coraz ciszej białowłosy.
-Nie martw się... Mogę przeszukać księgi w bibliotece i spytać dyrektora-obiecał nauczyciel.
-Naprawdę?!-ucieszył się Scar.
-Jestem aniołem, mam wolną wolę, ale najlepszego przyjaciela bym nie okłamał-powiedział Adam patrząc mu w oczy.
Scar odwzajemnił mu się szczerym uśmiechem.
-Może odwiedzisz mnie jutro?-spytał z nadzieją.
-Chętnie. Będę szczęśliwy mogąc poznać mojego nowego ucznia.
-Tak... bo... On nie chce uczęszczać do Akademii... On się boi... może udawać, że nie chce, ale... on... ja... chciałbym jedynie wiedzieć dlaczego...
-Nie martw się i zostaw to mnie.
-Dziękuję.
-Cieszę się, że złożyłeś mi wizytę, jednakże jest już późno w tamtej części Ziemii, więc chyba powinieneś już wracać...
-Spotkamy się u mnie z w przyszłym tygodniu.
-Chętnie. Do zobaczenia!-powiedział Adam i patrzył na wylatującego przez okno anioła. Dawniej jego ucznia, dzisiaj przyjaciela.
***
Napisałam kolejną notkę, ale żeby napisać kolejną - muszę poznać wasze zdanie o moim pomyśle. Zamierzam zrobić z Adama i Scara ukochanych (bo do TEGO jeszcze nie doszło), ale nie wiem, czy mogę... znaczy mogę, ale nie wiem czy was (czytelników i czytelniczek) to nie zrazi ^^" Dlatego napiszcie w komentarzah co sądzicie o tej parze. Nie będę czekać, aż wszyscy napiszą swoje opinie, ale mogę poczekać dwa, lub trzy tygodnie. Życzę fajnych wakacji, bo ode mnie notka pojawi się pewnie dopierp po tych dwóch/trzech tygodniach.

piątek, 7 czerwca 2013

Rozdział V

Chase medytował w jednym z ogrodów, gdy nagle zauważył białowłosą postać lecącą w jego stronę. Szybko rozpoznał swojego... brata. Nadal nie mógł się do tego przyzwyczaić. Scar coraz bardziej zniżał swój lot. Gdy był kilka metrów nad ziemią, próbował zgrabnie i majestatycznie, jak na anioła przystało, wylądować. I udało mu się, zgrabnie i majestatycznie wylądował na Chasie.
-Witaj, braciszku. Martwiłem się o ciebie-powiedział ściskając czarnowłosego za szyję.
-Aha... Wygodnie ci?-spytał już lekko podirytowany Chase uderzając palcami o ziemię.
-Tak! Dziękuję, że pytasz!-wykrzyknął uradowany anioł.-Muszę przyznać, że bez tej zbroi byłbyś wygodniejszy.
-Dzięki za informację następnym razem jak będzesz chciał na mnie poleżeć założę miekki sweterek!
-Naprawdę?! Zrobisz to dla mnie?!
-Nie! A teraz złaź ze mnie!
-Zachowujesz się bardzo niegrzecznie... Będziemy musieli popracować nad twoim charakterem i szacunkiem do starszych.
Chase, nie chcąc dłużej ciągnąć tej bezcelowej konwersacji, zwalił z siebie brata i wszedł do pałacu. Prawie biegł kierując się do swojej komnaty. Nie wiedział czemu te słowa wywołały u niego żal.
-Może dlatego, że ojciec wypowiedział kiedyś podobne słowa?-spytał sam siebie i poczuł coś wilgotnegona swej twarzy.
Otarł szybko oczy. Kto to słyszał, aby Książę Ciemności płakał?! I to z tak błachego powodu, jak słowa brata i ojca?
Nagle zobaczył białe światło, które zaczęło formować się w postać. Patrzył oniemiały na swojego brata.
-Chase!-krzyknął przestraszony, podbiegając do niego.-Co się stało?-spytał spokojniej,  trzymając go za ramiona i próbując spojrzeć mu w oczy.
Bezskutecznie, ponieważ czarnowłosy uporczywie spuszczał wzrok. Po jego policzkach nadal spływały łzy.
-Braciszku...-szepnął.
Chase nadal milczał i drżał powstrzymując łzy, które białowłosy delikatnie otarł.
-Co się stało spytał unosząc twarz brata, aby spojrzeć mu w oczy.-Coś powiedziałem?-stwierdził bardziej niż spytał.
Czarnowłosy zacisnął powieki i kiwnął głową.
-Powiesz mi o co chodzi?-spytał z nadzieją.
-Nie-szepnął Chase i wstał.
Otworzył drzwi i wskazując na nie powiedział:
-Już późno, chcę się położyć.
-Dobrze... Ale pamiętwj, że tłumienie w sobie cierpienia może doprowadzić do tragedii-powiedział i wyszedł.
Chase jeszcze chwilę patrzył na drzwi, o czym pokręcił głową i zaczął przygotowywać się do snu.
W tym samym czasie, Scar szedł zamyślony przez pałac.
Co mogło go tak zasmucić? Przecież jestem aniołem... Aniołem Stróżem... Jego Aniołem Stróżem... Powinieniem wiedzieć. Przecież spojrzałem w jego oczy. Powinienem to dostrzec, wyczytać coś. Czytanie z oczu i chronieniem się przed tym to coś, co umieją tylko anioły wyższej rangi. Chase nim nie jest-myślał, aż dotarł do swojej komnaty. Wszedł do niej i zamknąwszy drzwi na klucz powiedział do siebie:
-Będę musiał to sprawdzić-szepnął i pstryknąwszy palcami przeniósł się do swojej Anielskiej Akademii.