piątek, 24 maja 2013

Przepraszam...

Niestety nie zdążyłam...
Tak właśnie- przyznaję się bez bicia-zawaliłam
Ode mnie już w maju notki niestety nie będzie- mam nieoczekiwany wyjazd ( Anglioo nadchodzęę)
SPRÓBUJĘ napisać coś przez wyjazd, ale nie oczekujcie niczego wielkiego
Jest cień szansy, że Kate jeszcze coś wkleji, ale ode mnie niczego nie oczekujcie-walczyłam dzielnie i niestety poległam
(PS. Dla Raylie- chyba jedynej osoby, która czyta ten blog: przepraszam, że nie zostawiałam u ciebie ostatnio komentarzy, ale czytałam nowe notki i są genialne, i cały czas gdy czytam jestem ciekawa co będzie dalej *brawo*)
Tak więc jeszcze raz przepraszam
Katerina

piątek, 26 kwietnia 2013

Rozdział IV


         Rozdział IV 

Na początek muszę wszystkich przeprosić za to jak dłogo nie było notki, ale rozumiecie jedna autorka ma zastuj wyobraźni, a ta druga chyba coś sobie zrobiła (znaków życia-brak), tak samo brak czasu (nauczyciele nie mają co robić tylko nam dodatkowe zadania dawać) oraz przez pewien czas miałam "malutki" problem z komputerem, ale już OK. Po drugie - jak zauważyliście jest blog ma nowy wystrój nad którym oczywiście jeszcze pracuję, więc jakby coś było nie tak dawajcie znać i po trzecie wasza upragniona notka (może krótka i nie najlepsza, ale nienawidze pisać w pośpiechu, a druga autorka dość często mnie poganiała): 


            Noc. Otchłań, którą rozświetlają tysiące gwiazd. Czasem gdy jakaś spadnie ludzie zamykają oczy myśląc życzenie. Jakie to są prośby? Banalne. Dorośli proszą o pieniądze, nastolatki o miłość lub popularność, a dzieci o zabawki, które i tak po paru dniach im się znudzą. Czy którekolwiek z nich prosiło o ciepły posiłek, miękkie łóżko czy rodzinę, która by krzywo na ciebie nie patrzyła.  O to właśnie prosiła Fate. Podchodziła po cichu do okna i patrzyła w niebo dopóki nie zasnęła. Marzyła, że kiedyś ktoś po nią przyjdzie. Zaopiekuje się nią. Będzie chciana.

…Ale marzenia nigdy się nie spełniają…


           Fate po cichu wymknęła się ze swojej komnaty.  Wszystkie jej zmysły znacznie się wyostrzyły od momentu gdy tu przyjechała. Rada Heylinu nic jej nie powiedziała. Ogłosiła tylko, że będzie się uczyć pod okiem wielkiego mistrza.  Ta cała rada Heylińska nie musiała używać siły żeby ją z stamtąd wyciągnąć. Miała nauczyć się walczyć, jednak odkąd tu jest nie było żadnego treningu i nadal nie znała swojej roli tutaj.  Nie było jej tu źle. Było znacznie lepiej niż tam-w sierocińcu. Znacznie lepiej: smaczne posiłki, ciepła woda w kranie i miękkie łóżko, ale chciała wiedzieć więcej. Szła przed siebie. Coś ciągnęło ją w głąb pałacu. Czuła, wiedziała, że tam powinna teraz być. Jej przeczucia nigdy jeszcze nie zawiodły. Chociaż faktycznie często wpędzały ją w niezłe tarapaty. Właśnie teraz, pierwszy raz od dawna nie miała pewności czy dobrze robi wymykając się. Nikt jej nie pozwolił wychodzić ani szwendać się po korytarzach, a jej mistrz chyba nie należał do osób szczególnie wyrozumiałych.  
Od najmłodszych lat wiedziała wszystko o każdym zanim jeszcze zaczęła z nim rozmawiać. Po prostu umiem patrzeć myślała często, ale to nie było normalne. Teraz kiedy sobie przypominała przez co musiała przechodzić….i to tylko przez to…Mamo czy to dlatego mnie zostawiłaś? Czy ty też miałaś mnie za dziwoląga? Dlatego mnie zostawiłaś? Chcę wiedzieć…co ze mną nie tak…Muszę poznać prawdę...
Dziewczyna zatrzymała się. W powietrzu wisiał dziwny zapach siarki. Poza tym  ktoś tu był. I nadal jest. Od ścian echem zaczęły odbijać się czyjeś kroki jednak dziewczyna wciąż nikogo nie widziała.

-Halo? Ktoś tu jest? Mistrzu? Wuya?- pytała, ale nikt nie odpowiadał.

Lepiej będzie jak wrócę do siebie, już i tak za bardzo odeszłam od pokoju.

Nie podobało jej się to. Przez chwilę wydawała się jakby przestraszona. W drodze do komnaty cały czas oglądała się za siebie sprawdzając czy nikt za nią nie idzie. Ale nie było nikogo. A dziewczyna wciąż czuła czyjś oddech na karku.  Wbiegła do komnaty i zatrzaskując za sobą drzwi zjechała po nich w dół. Po prostu to sobie wyobraziłam. Wciąż starała się uspokoić oddech. Coś zawibrowało w kieszeni jej bluzy. Komórka? Telefon wyglądał na stary i był gdzieniegdzie  trochę jakby przypalony.
Ręce dziewczyny zaczęły się trząść. To był prezent od jej starej przyjaciółki. Nie wiedziała już co się z nią działo. Straciły ze sobą całkowity kontakt. Ale…tak komórka…ona spłonęła w pożarze…razem z Luckasem…Skąd się tutaj wzięła i jak?Dziewczyna ślepo wpatrywała się w wibrujący telefon. Przed jej oczami przeleciały wspomnienia z tamtego dnia. Drżącymi wciąż dłońmi otworzyła klapkę komórki.
Masz 1 nową wiadomość. 

 Co mogłabyś zrobić żeby poznać prawdę?
                                      X
X? prawdę? To żart? 
-...Zrobiłabym wszystko...-wyszeptała wciąż nic nie rozumiejąc -Wszystko
Siedzę na podłodze, pod drzwiami w jakimś dziwnym pałacu z tygrysami zmieniającymi się w ludzi,  wpatrując się w niebo i trzymając w ręku komórkę, która żekomo spłonęła w pożarze rok temu. Heh. 
-Nic mnie już chyba nie zaskoczy

Masz 1 nową wiadomość.

Jesteś tego pewna?
                                        X

Pocieszcie się (a może i nie), że następna notka będzie szybciej i może będzie dłuższa



czwartek, 28 marca 2013

Rozdział III

Mijał trzeci dzień od pojawienia się Scara. Chase ani razu nie wyszedł ze swojego pokoju. Nikt mu nie przeszkadzał. Nawet Wuya rozumiała, że musi on wszystko przemyśleć.
Wuya, Fate i Scar jedli właśnie obiad, gdy Chase postanowił się na nim pojawić.
–Chase, wszystko w porządku?–spytała bordowowłosa.
–Nie–odpowiedział krótko Chase.
–Ale wyszedłeś z pokoju, to już coś–powiedział Scar.
–Czemu wyszedłeś... mistrzu?–spytała Fate.
–Nudziło mi się–odpowiedział czarnowłosy.
–Nudziło ci się?–powtórzyła Wuya.
–To właśnie powiedziałem–odpowiedział Chase.
–Skoro wyszedłeś z pokoju, to będziemy mogli zacząć trening... Tobenai–powiedział Scar i wybuchnął śmiechem.
–Tobenai?–powtórzyła Wuya.
–A tobie co? „Repet" ci się załączył?–spytał białowłosy. –Tobenai, czyli nielot. To anioł, który jeszcze nie umie latać Często są to uczniowie pierwszego roku w Heaven Academy–wytłumaczył.
–Nie chcę–powiedział Chase.
–Co?...–spytał Scar.
–Nie chcę się uczyć latać–powtórzył czarnowłosy.
–Ale, czemu?–spytał starszy z Young'ów.
–Po prostu nie chcę–powiedział cicho złotooki.
–Chase...–szepnął Scar i chciał położyć mu dłoń na ramieniu, gdy ten wstał.
–Wyhodzę–zakomunikował.–Nie czekajcie na mnie–dodał i wyszedł z jadalni.
Po chwili już biegł po zielonej łące. Nie patrzył dokąd biegnie. Zdał sobie sprawę gdzie jest dopiero, kiedy nagle zobaczył przed sobą bramę kasztoru Senshi. Przed klasztrem stał już Guan i kilku lepiej wyszkolonych uczniów. Czarnowłosy nagle się zatrzymał, poślizgnął na trawie i przewrócił. Zauważył, że Guan uśmiechnął się widząc to.
–Co cię tu sprowadza?–spytał mnich, gdy jego były przyjaciel w końcu wstał.
–Jestem tu przypadkiem–odpowiedział brunet przez zaciśnięte zęby.
Przez chwilę stali w ciszy.
Mnich otwierał usta by coś powiedzieć, jednak Chase go ubiegł.
-Do zobaczenia-pożegnał się chłodno i odbiegł w przeciwną stronę. Skierował się w stronę swojego pałacu. Chciał obejrzeć stary klasztor. Nie spodziewał się, że nadal funkcjonuje i że Guan jest tam mistrzem.
Zrobiło się już całkiem ciemno. Na niebie widać było pierwsze gwiazdy. Zwolnił bieg i spojrzał w górę. Położył się na trawie i zaczął szukać znanych konstelacji. Ma przecież dużo czasu. Nagle zauważył Scara szybującego po nocnym niebie. Białowłosy również go zauważył i szybko zleciał na ziemię.

sobota, 5 stycznia 2013

Rozdział II

Trochę to trwało, ale dodaję końcu kolejny rozdział.
***
-Chase! Chase! Wstawaj w końcu!-budził go ktoś.
Otworzył oczy i przeciągnął się. Spojrzał na osobę.
-Wuya, a co ty tu robisz?-spytał zaspanym głosem.
-Przyszłam cię obudzić. Wiesz w ogóle, która jest godzina?-spytała.
-Nie, a która jest?-spytał pocierając oko otwartą dłonią.
Zaczynał się powoli budzić.
-Pierwsza-odpowiedziała Wuya.-Nawet ja tyle nie śpię-skomentowała.
-Świetnie-jęknął czarnowłosy i opadł na poduszki.-Możesz wyjść?-spytał.
-Czekam na obiedzie-powiedziała wychodząc.
Chase wstał w momence, w którym trzasnęły drzwi. Poszedł do łazienki i orzeźwił się. Gdy wyszedł był już mniej więcej obudzony i zaczął się uberać. Założył swoją zbroję, rozczesał włosy i poszedł na śnadan... tj. obiad.
Wszedł d sali i zobaczył w nich Wuyę i swoją uczennicę. Usiadł na swoim miejscu i bez słowa zajął się swoim daniem. Obiad mijał w ciszy. W końcu Wuya nie wytrzymała.
-O której poszedłeś wczoraj spać?-spytała.
-O tej co zwykle-odpowiedział spokojnie, nawet na nią nie patrząc.
-A o czym śniłeś?-spytała znowu.
Książę Ciemności zastanowił się przez chwilę. Zamknął oczy i zarszczył brwi. Przypomniał sobie sen.
-O aniele-odpowiedział szczerze.
-Aniele?-zaciekawiła się wiedźma.
-Tak, aniele. Wiesz, taki ze skrzydłami, w białej szacie... Kogoś mi przypominał...-zastanowił się.
-Aha...
Chase skończywszy jeść, chciał wstać od stołu, gdy nagle ktoś przeszedł przez drzwi. Chase obrócił się na krześle.
To ten anioł, który mi się śnił!-pomyślał zdziwiony Chase.
Anioł miał krótkie, sterczące na wszystkie strony, białe włosy. Ubrany był w biały t-shirt, jasną, skórzaną kurtkę, jeans'owe spodnie z szerokimi nogawkami i najzwyklejsze buty.  Na ustach gościł mu szczery uśmiech, a z pleców wyrastała para śnieżnobiałych skrzydeł.
-Tu jesteś!-krzyknął.-Szukam cię po całym Tybecie!-powiedział.
-Kim jesteś?-spytał Chase marszcząc brwi.
-Twoim starszym bratem-odpowiedział anioł.
-Kim?-zdziwili się wszyscy.
-Jestem starszym bratem Chase'a-powtórzył skrzydlaty.
-Ale ja nie mam starszego brata!-oburzył się czarnowłosy.
-Aaa... Bo ty nie wiesz!-walnął się otwartą dłonią w czoło anioł.
-Niby czego nie wiem?-spytał Chase.
-Dobra... Eee... Zacznijmy od początku... Jestem Scar. Jestem twoim starszym bratem, ale mam inną matkę-powedział.
-Co?!-krzyknął Chase i wstał od stołu.
-Nasz ojciec był aniołem. Chyba nie myślałeś, że związałby się z elficą na stałe?-spytał ironicznie Scar.
-El-elficą?!-wykrzyknął Chase.-Wychowałem się w ludzkiej rodzinie!-krzyknął oburzony.
Teraz to Scar się zdziwił.
-Ty naprawdę nie wiesz?-spytał cicho.
-Czego nie wiem?-Władca Heylinu zaczynał się już powoli denerwować.
Scar zacisnął dłonie w pięści.
-Jak mogli ci nie powiedzieć? Na dodatek oddali cię jacymś obcym ludziom, którzy traktowali cię jak jakiegoś wyrzutka. Gdybym wiedział od razu bym cię stamtąd zabrał-mówił do siebie.
Przez chilę panowała niezręczna cisza. Słychać było jedynie łkanie Scara. Chase wyraźnie chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co. Westchnął tylko i spuścił wzrok. Pdszedł do anioła i położył mu dłoń na ramieniu.
-Może... Chodź, opowiesz mi wszystko na spokojnie-zaproponował i wymusił na twarzy coś na kształt uśmiechu.
-D-dobrze-szepnął Scar i poszedł za Chasem do jego sypialni.
~*~
Chase po usłyszeniu historii, którą opowiedział mu Scar usiadł na łóżku i opierając łokcie o kolana złapał się za głowę.
-Rozumiem, że to może być dla ciebie trudne, ale...-zaczął Scar.
-Dlaczego dowiaduję się dopiero teraz?-przerwał mu Chase.-Czemu musiałem na to czekać tyle lat, aby dowiedzieć się prawdy o własnych rodzicach?-spytał szeptem.

środa, 21 listopada 2012

Rozdział I

Cieszcie się ludzie, mam dla was pierwszą notkę. Opublikowałabym ją wcześniej, ale moja współautorka się chyba trochę rozleniwiła... Wklejam zanim mnie zastrzeli...
 ***
Przed klasztorem Xiaolin walka między heylinami, a xiaolinczykami trwała w najlepsze. Początkowo wszyscy myśleli, że wygra klasztor Heylin. Jednak smoki zaczęły odzyskiwać nadzieję, gdy najlepszy z wojowników-Chase Young opóścił pole walki. Musiał iść na jedno z tych „głupich i zupełnie niepotrzebnych” zebrań Rady Heylinu.
Musieli je zwołać właśnie teraz!-myślał wściekły. Szedł spokojnie głównym korytażem Rady. Równie spokojnie wszedł do Sali Zebrań i zajął swoje miejsce. Spóźnił się minutę, czy dwie. Jednak na Sali znajdowało się zaledwie kilku, kilkunastu członków Rady. Czekał parę minut, aż drzwi się otworzą, a przez nie wleci reszta członków,  bądź człokiń Rady. Nadal nie rozumiał, czemu Heylin założył Radę, w której znajdowali się najgłupsi heylini.
-Wprowadzić Fate Kirkkland-powiedział donośnie główny czlonek Rady.
Do Sali weszła szesnastoletnia dziewczyna z długimi, rudymi włosami opadającymi na plecy. Miała długą grzywkę zasłaniającą jej oczy. Wyglądała na delikatną, ale musiała posiadać ogromną, potężną moc. Inaczej Rada by się nią nie interosowała.
-Wasza Wysokość-zwrócił się heylinczyk do Chase’a.-Ta dziewczyna ma potężna moc-powiedział.
Jacy wy przewidywalni-pomyślał Chase i uśmiechnął się delikatnie.
-Jaka w tym moja rola?-spytał patrząc na siedzacego obok niego heylina.
-Będziesz ją szkolił-rozkazał główny członek Rady.
Jakbym miał mało małolatów na głowie-pomyślał Young.
-To wszystko?-spytał już  na głos.
-Będzie z tobą mieszkać-oznajmił ten sam heylin.
Pięknie-pomyślał Chase.
-Zebranie zakońćzone-oznajmił inny heylin.
To jakiś żart? Kazali mi zaprzestać walki, bo jest jakieś bardzo ważne zebranie, a potem okazuje się, że przydzielili mi uczennicę i na tym koniec?!-Książę Ciemności z trudem hamował wściekłość. Nie wybuchnął jednak, a osoba, która obserwowałaby go od samego początku nawet nie zauważyłby, że się wściekł.
Chase wstał, podszedł do Fate i wskazał ręką drzwi.
-Panie przodem-powiedział.
Fate ruszyła bez słowa. Zatrzymała się za drzwiami, a Chase ruszył w stronę wyjścia. Na zewnątrz otworzył portal i przeszedł przez niego. Za nim poszła jego  nowa uczennica. Pojawili się przed wejściem do góry, w której znajdował się Pałac Ciemności. Dziewczyna omiotła spojrzeniem okolicę.
-Tu mieszkasz?-spytała z ironią. Po Księciu Ciemności i Królu Heylinu spodziewała się czegoś więcej. Chase uśmiechnął się kpiąco.
-Tak-odpowiedział spokojnie i ruszył w stronę skały. Nacisnął pewną jej część, a skała otworzyła się. Wszedł do środka. Fate z lekką niepewnością zrobiła to samo. Szli przez ciemne korytarze, co jakiś czas oświetlane przez  pochodnie. Chase szedł spokojnie, Fate rozglądała się wokoło. Nagle jej  oczom ukazał się piękny pałac. Przeważał w nim kolor morski. Było tu też wiele fontann. Fate podziwiała piękny pałac.
Może nie będzie aż tak źle-pomyślała.
-Oprowadzę cię-powiedział Chase przerywając jej rozmyślania. Kiwnęła głową na znak, że słyszała.
Pokazał jej salę tronową, salę do treningów, bibliotekę, kuchnię, jadalnię, oraz mnóstwo miejsc, do których nie powinna wchodzić. W końcu zatrzymali się przed mosiężnymi drzwiami.
-Dalej oprowadzi cię jeden z moich wojowników-powiedział Chase wskazując na tygrysa.-Wiesz, gdzie mnie szukać-powiedział i wszedł do swojej komnaty. W pokoju znajdowało się wielkie, wygodne łóżko.  Było w niej wiele odcieni morskiego, tak jak w całym pałacu. Nie musi przecież mieć jakiegoś odstraszającego pałacu z samymi ciemnymi kolorami. W takim pałacu trudno byłoby mu się skupić. Poszedł do łazienki. Odkręcił kurek od wanny, a gdy woda była już mniej-więcej w połowie, sięgnął po buteleczkę z zielonym płynem. Otworzył, a po łazience rozniósł się kojący zapach jaśminu. Dolał trochę płynu i wszedł do sanny, rozebrawzzy się wcześniek. Umył się i założył czystą zbroję, bo poprzednią pobrudzono mu podczas walki. Gdy wysuszył włosy, skierował swe kroki w kierunku sali medytacyjnej. Miał nadzieję, że nikt nie będzie dziś nic od niego chciał. Niestety przeliczył się z myślami. Już zaczynał się odprężać podczas medytacji, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Niechętnie poszedł otworzyć. Przed drzwiami  zobaczył wściekłych i poobijanych heylinów.
-Czego chcecie?-spytał znudzonym tonem.
-Jak mogłeś nas tak zostawić?!-krzyknęła Wuya.
-Przez ciebie xiaolini wygrali!-robił mu wyrzuty Pandabubba.
-Nie miej pretensji do mnie, tylko do Rady Heylinu-odpowiedział spokojnie Książę Ciemności.
-To my mamy jakąś Radę?-spytał Jack Spicer.
-Niestety, tak-odpowiedział Chase przez zęby.-To wszystko?-spytał już spokojniej.
-Złamałam paznokieć-powiedziały równocześnie Wuya i Catnappe.
Władcy Heylinu opadły ręce.
I to jest przyszłe pokolenie heylinów?!-pytał się w myślach. Już chciał zamknąć drzwi, gdy Wuya postanowiła w końcu wejść. Zaczęła udawać wielce poszkodowaną myśląc, że dzięki temu zwróci na siebie uwagę Chase’a. Niestety dla niej, dało to odwrotny efekt. Książę Ciemności prychnął i odszedł pozostawiając zgromadzenie same sobie. Musiał się na czymś wyżyć, a Spicer nie jest wart jego energii. Poszedł do sali treningowej. Zaczął wściekle atakować kamienne słupy, które nie wytrzymywały nawet dwóch jego uderzeń. Po rozkruszeniu kilku…set kamiennych słupów trochę się uspokoił. Wziął głęboki oddech i udał się do jadalni. Na stole stał już talerz z przygotowaną zupą Lao-Mang-Long. Usiadł na swoim miejscu i sięgnął po łyżkę. W tym samym momencie, do jadalni weszła Fate. Usiadła na swoim miejscu i zaczęła jeść zupę pomidorową. Chase po części zazdrościł swojej nowej uczennicy, że może skosztować wszystkich potraw i poczuć ich smak. Zamknął na chwilę oczy. Nie, nie będzie żałował. To była jego decyzja. Powrót do Heylinu. Dokładnie wszystko pamiętał… Hannibal kuszący go wieczną młodością… siłą… Potem ten ohydny smak i palący ból w gardle. Pamiętał zawód w oczach przyjaciół… Guana… Dashiego… Żal w oczach Miry… Możliwe, że już nie żyje… Mira… Na samą myśl o niej poczuł przyjemne ciepło w okolicach serca… Nie! Otworzył oczy. Nie może sobie teraz pozwolić na… coś takiego… Coś… Co dokładnie miał na myśli?... Nabrał zupę na łyżkę. Włożył ją do ust. Znów ten ohydny smak… piekący ból w gardle… Do jednego i drugiego zdążył się przyzwyczaić.
Fate również była pogrążona w myślach. Dlaczego zgodziła się, by dołączyć do tego klasztoru? Ze wzglądu na to, że znalazła pamiętnik matki?.. Tej… prawdziwej… Chciała odnaleźć ojca… Interesowało ją, co takiego zrobił… że wszystkie zapiski związane z nim były tak zamazane, że nie dało się ich przeczytać. Najbardziej czytelny był napis „odszedł do Heylinu”. Chociaż i to było zamazane czarnym piórem. Ledwo rozczytała te trzy słowa. Co takiego zrobił ojciec, że matka tak go znienawidziła, że pozbyła się wszystkich pamiątek związanych właśnie z nim? Teraz już się jej nie zapyta. Ona już przecież nie żyje… Inaczej nie oddałaby swojej córki tamtej „idealnej” rodzince. Kogo ona oszukuje? Wychowała się w domu dziecka, gdzie co trzecia osoba ćpała, co druga paliła i tylko wyjątki nie piły. Czy ona była wyjątkiem? Nie… Ona była na przedzie. Ćpała, piła i paliła, aż poznała Lucasa… Chłopak wyciągnął ją z nałogów… Zginął w wypadku pół roku temu… Każdą ważną dla niej osobą spotykało coś okropnego… Dlatego trzymała się na uboczu. Nie chciała widzieć cierpienia bliskich przyjaciół… Lucas miał najgorzej… Był kimś więcej niż przyjaciel. Lubiła jego zapach… dotyk jego ust… głębokie spojrzenie brązowych oczu… czochranie go za kudłatą łepetynę należało do codzienności… Następna była Megan… Przyjaciółka… Błękitne oczy przeszywające człowieka na wylot… zasłonięte przez czarną grzywkę… usta wypowiadające tysiąc słów na minutę… czasami bez wcześniejszego zastanowienia… Lubiła ich…
-Ale ich już nie ma-szepnęła do siebie.
-Słucham?-spytał Chase.
-Nie… nic…-odpowiedziała Fate.
Zjadła zupę i poszła w stronę drzwi.
-Jutro o szóstej trening, a o ósmej śniadanie-powiadomił ją Chase.
Dziewczyna skinęła głową na znak, że rozumie. Young zdziwiony był faktem, że nie protestowała. Gdy zjadł, siedział jeszcze przez chwilę. Następnie wstał i poszedł do sali medytacyjnej. Na jego nieszczęście, spotkał na drodze Wuyę.
-Chase, słonko…-zaczęła.
-Nigdy mnie tak nie nazywaj-przerwał jej ostro, patrząc na nią morderczym wzrokiem.
-Chciałam cię tylko spytać, kim jest tamta dziewczyna-powiedziała urażona.
-Moją nową uczennicą-odpowiedział spokojnie. Przyśpieszył kroku. Nie chciał dłużej słuchać tej wiedźmy. Zwolnił dopiero, gdy wszedł do sali medytacyjnej. Odetchnął i zaczął medytację. Przez parę godzin nie mógł się skoncentrować. Jego myśli odbiegały w stronę jego nowej uczennicy. Dlaczego? Nie wiedział. Dziewczyna wydawała się znajoma. Ale dlaczego? Skąd ją znał. Westchnął zrezygnowany i poszedł do biblioteki. Poczuł się odprężony w otoczeniu ksiąg, papirusów, zwojów… Skoro Fate jest w Heylinie, musi być o niej krótka notatka w Wielkiej Księdze Heylinu. Szukał nazwiska Kirkland. Nie znalazł. Zastanowił się. Przecież jeśli jest heylinką, powinna być w Księdze Heylinu… Chyba, że ma inne nazwisko… Zastanowił się nad szukaniem jednego imienia w Księdze wielkości kilku książek telefonicznych. Spojrzał na zegar. Już jedenasta… Czas przy książkach zawsze szybko mu mijał… Nawet w Xiaolinie… Dlaczego nagle tknęła go ta myśl. Wspomnienie o czasach, gdy był w Xiaolinie znów wywołało przyjemne ciepło… ale inne, niż to o Mirze… Gdyby wtedy wiedział… Może teraz siedziałaby tu razem z nim… Z roześmianymi, czarnymi oczami… czerwonymi ustami… ułożonymi w uśmiech… Potrząsnął głową, by pozbyć się tej przeklętej, ale jakże przyjemnej myśli. Przecież… Nie żałuje tej decyzji… Swojej decyzji… A może… to nie on ją podjął… Przecież i tak byłby w Heylinie… jego ojciec…
-Dość!-krzyknął Chase. Zagalopował się w myślach. Może za mało medytował? A może to przez to nagłe zebranie Rady? Albo… przez nową uczennicę?... Westchnął zrezygnowany i poszedł do swojego pokoju. Teraz wyglądał inaczej… Nie zmienił się bardzo… Ale wyglądał… inaczej. Dlaczego? Łóżko na swoim miejscu, książki na półkach poustawiane alfabetycznie według tytułów… Wszystko było na swoim miejscu. Nawet milimetrowa warstwa kurzu.
-Kurzu?-zastanowił się Władca Heylinu. Przecież w jego pałacu nie powinno być czegoś takiego. Później się tym zajmie. Zdjął zbroję i założył piżamę: krótkie spodenki. Położył się do miękkiego łóżka. Spojrzał na nocne niebo.
-Magiczny sufit-stwierdził. Przecież wcześniej go nie było… Uśmiechnął się kpiąco. Mimo, że mieszka tu od 1500 lat… nie licząc podróży i pokonywania różnych wojowników… to nadal nie widział większości pokoi. I nie wie, co się w nich znajduje. Gdy był młodszy zawsze biegał roześmiany po pałacu zaglądając w najmniejszy kąt. Dlaczego te wspomnienia tak go… męczą?... Przecież to były wesołe wspomnienia… Jego  dzieciństwo ogółem było udane… Gdyby nie tamta przeklęta dwójka błaznów. Jego rodzeństwo.
Ciekawe, gdzie oni teraz są?-zastanowił się.
Ważne, że nie ma ich tutaj-pomyślał. Nadal pamiętał ich niedojrzałe żarty. Wiadro wody, które na niego wylewali, gdy wchodził do pokoju… masło w bucie… dosypanie soli do herbaty… cukru do rosołu… ogólnie-uprzykrzanie mu życia. Rodzice nigdy nie wierzyli, że ich „aniołki” mogłyby zrobić coś takiego. Rodzice poświęcali młodszemu rodzeństwu cały czas… O swoim pierworodnym zapomnieli… Tylko dziadek poświęcał mu trochę uwagi… Gdy nie był zajęty… Chase miał dość niekochających rodziców, wrednego rodzeństwa… Uciekł do klasztoru Senshi. Chciał zrobić rodzicom na złość.  W tym klasztorze był najlepszy. Razem z Dashim i Guanem. Później dołączyła Mira. Już pierwszego dnia pokazała, że jest godną przeciwniczką dla dobrze wyszkolonych chłopaków. Od razu trafiła do grona ulubieńców Mistrza. Tak, jak Chase, Dashi, Guan, Takashi, Case… Było ich łącznie dziesięciu. Nie przyjaźnił się ze wszystkimi. Później niektórzy odchodzili z klasztoru. Mistrz nauczył ich wszystkiego, co sam umiał, więc… Dashi, Guan i Chase postanowili założyć nowy klasztor. Xiaolin. Mira była tam jedyną dziewczyną. Nie miała z tego powodu za dobrze. Gotowała, sprzątała, podawała herbatę… Chase pomagał jej, jak mógł. Czasami ochraniał przed niektórymi typami… Byli… ze sobą… Wzięli ślub… Potem przeszedł do Heylinu. Więcej jej nie zobaczył. Ale nigdy nie zapomniał. Ogarnięty tymi myślami, zasnął.